AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

La Vie Bohème

La Bohème, reż. Barbara Wysocka, Teatr Wielki – Opera Narodowa w Warszawie
fot. Krzysztof Bieliński  

W La Bohème na scenie Opery Narodowej Barbara Wysocka od początku akcentuje przede wszystkim pesymistyczne tony dzieła Giacoma Pucciniego. Nie tylko choroba i śmierć wysuwają się tu na plan pierwszy, ale także bieda, prekarność i poczucie bezsilności.

Chłód, a także kruchość tego świata doskonale oddaje scenografia Barbary Hanickiej – nieco surrealistyczna, odrealniająca przestrzeń, choć z drugiej strony silnie korespondująca z psychiczną i fizyczną kondycją bohaterów. Głównym jej elementem jest monumentalna obrotowa konstrukcja, która zmienia swą funkcję i kształt wraz z rozwojem akcji. W akcie pierwszym służy jako szkielet wielokondygnacyjnego budynku, w którym biedni artyści wynajmują swe mikromieszkania. Choć to tam, na najwyższym piętrze konstrukcji, rodzi się uczucie Rodolfa (Francesco Castoro) i Mimì (Maria Domżał), sama przestrzeń nie napawa optymizmem. Ponure, ciemne i zimne wnętrza ciasnych pokoików od początku sygnalizują trudności, z jakimi przyjdzie mierzyć się parze bohaterów. Towarzyszące temu spotkaniu dwie liryczne arie (Che gelida manina i Sì, mi chiamano Mimì) oraz duet (O soave fanciulla) nie odzwierciedlają jedynie miłosnego uniesienia – dużo w nich niepokoju i jakiejś nieokreślonej tęsknoty. Soliści śpiewają tak, jak gdyby od początku przeczuwali nieszczęśliwy koniec tej historii. Ten przekaz wzmocniony zostaje sceną z płonącymi świecami, które w wyniku braku prądu zapalają mieszkańcy budynku. Stają się one symbolem roznieconego uczucia, ale też żałobnego rytuału, którego pozbawiony jest finał opery Pucciniego.

W akcie drugim metalowa konstrukcja ożywiona zostaje wielkim, rozświetlającym scenę neonem „La Vie Bohème”, wokół którego toczy się nocne życie miasta. Skojarzenie z musicalem Rent Jonathana Larsona i jego songiem-manifestem (La Vie Bohème z I aktu) jest jak najbardziej uzasadnione – inscenizacji Wysockiej bez wątpienia bliżej do nowojorskiej bohemy lat osiemdziesiątych XX wieku, niż do XIX-wiecznego Paryża. Ten znaczący czasowy przeskok sugerują nie tylko współczesne kostiumy aktorów, zaprojektowane przez Julię Kornacką, ale też choreografia Tomasza Jana Wygody, wykorzystująca elementy modern dance oraz disco (układy zbiorowe w II akcie przypominają momentami Gorączkę sobotniej nocy). Mimo wyraźnych odniesień do lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych La Bohème Wysockiej nie zamyka się w konkretnym przedziale czasowym i kręgu kultury amerykańskiej. Inne tropy podsuwają chociażby projekcje wideo z tego samego aktu (autorstwa Lei Mattausch i Artur Sienickiego), prezentujące między innymi berlińską restaurację Hasir, zlokalizowaną w słynnej artystycznej dzielnicy Kreuzberg. Twórcy spektaklu proponują zatem szersze myślenie o bohemie – postrzegają ją jako konstrukt, który mimo zmieniających się okoliczności i kontekstów kulturowych za każdym razem oparty jest na kontestacji pewnego porządku społecznego i świadomym wyborze odmiennej drogi życiowej. Ta postawa manifestuje się bardzo wyraźnie w kreacjach aktorskich, szczególnie w grupie męskich przyjaciół, którą tworzą poeta Rodolfo, malarz Marcello (Tomasz Rak), muzyk Schaunard (Bartłomiej Misiuda) i filozof Colline (Łukasz Konieczny). Piękna jest ich solidarność, bezkompromisowość i bezinteresowna wiara w sztukę, lecz życie na obrzeżach systemu wiąże się także z dużym ryzykiem, o czym bohaterowie przekonują się w bolesny sposób. Kilkudniowy głód można zwalczyć żartem i myślą o lepszych czasach, ale śmiertelnej choroby już nie.

Toteż w trzecim i czwartym akcie niewiele zostaje po dekoracyjnym, bijącym jaskrawym światłem neonie. Przewrócona, zatopiona w śniegu instalacja przypomina tym razem tonący okręt, na którym trudno o ratunek. Motyw zimy, śniegu i chłodu jest oczywiście obecny w operze Pucciniego, jednakże Wysocka czyni go filtrem dla całej inscenizacji. Już pierwsze spotkanie Mimì i Rodolfa naznaczone jest owym brakiem ciepła – Mimì pojawia się na scenie w długim, grubym swetrze i pozostaje w nim już do końca. Nie widzimy w niej zakochanej, zalotnej i emanującej szczęściem kobiety – dostrzegamy natomiast chorobę, która postępuje i przysłania wszystkie sfery życia. Co ciekawe, w interpretacji Wysockiej chorobą Mimì nie jest gruźlica (jak w oryginale), ani też AIDS (jak u Larsona) – ważniejszy niż stawianie konkretnej diagnozy wydaje się tu sam proces umierania oraz pewne negatywne mechanizmy społeczne z nim związane.

W akcie trzecim Mimì i Rodolfo postanawiają przetrwać razem jeszcze zimę („Być samotnym zimą to śmierć” – stwierdzają. – „Rozstaniemy się, gdy zakwitną kwiaty”). Wydaje się jednak, że oboje nie wierzą w tę złudną nadzieję, którą miałaby przynieść wiosna. Czwarty akt potwierdza te przypuszczenia. Rodolfo opuszcza Mimì, na ekranie wyświetlony zostaje fragment Scen z życia cyganerii Henriego Murgera, w którym autor opisuje obojętny stosunek poety do porzuconej partnerki. Rodolfo wycofuje się, paraliżuje go strach przed chorobą ukochanej – Mimì zostaje sama, choć nasuwa się pytanie, czy przypadkiem nie była sama od początku tej historii. Jej samotność wyczuwamy przecież w pierwszej lirycznej arii, jest ona widoczna także w znakomicie skonstruowanych scenach zbiorowych z drugiego aktu. Myślę, że największym atutem inscenizacji Barbary Wysockiej jest właśnie uważne i głębokie przyglądanie się prawdziwym emocjom bohaterów uwikłanych w tę dość uproszczoną (bo dostosowaną do wymogów XIX-wiecznej sceny) opowieść o miłości i śmierci. Szczególną rolę w warszawskiej La Bohème odgrywają detale (mimika, gesty, postura i sposób poruszania się aktorów, wreszcie dystanse między nimi) – w wielu fragmentach wyrażają one znacznie więcej niż ubrane w melodyjne arie słowa. Jednocześnie kierują naszą uwagę na najbardziej mroczne i zawiłe elementy libretta: na egoistyczną naturę człowieka, jego strach przed śmiercią, wreszcie na wszechogarniającą samotność, której doświadczamy w obliczu poważnej choroby. Dramatyczny krzyk Rodolfa, wzywającego imię zmarłej ukochanej, jest w spektaklu Wysockiej nie tylko przejmującą sceną finałową (której się spodziewamy), lecz przede wszystkim potwierdzeniem wszystkich wcześniejszych przypuszczeń dotyczących kruchej i słabej kondycji człowieka.

11-03-2022

Teatr Wielki – Opera Narodowa w Warszawie
Giacomo Puccini
La Bohème
libretto: Luigi Illica, Giuseppe Giacosa na podstawie powieści Henriego Murgera Sceny z życia cyganerii
reżyseria: Barbara Wysocka
scenografia: Barbara Hanicka
kostiumy: Julia Kornacka
choreografia: Tomasz Jan Wygoda
dyrygent: Patrick Fournillier
reżyseria światła: Marc Heinz
projekcje wideo: Lea Mattausch, Artur Sienicki
przygotowanie chóru:    Mirosław Janowski
przygotowanie chóru dziecięcego: Danuta Chmurka
obsada:
Maria Domżał / Adriana Ferfecka, Francesco Castro / Davide Giusti,
Anna Jeruć / Aleksandra Orłowska, Tomasz Rak / Ilya Kutyukhin,
Bartłomiej Misiura / Sławomir Kowalewski, Łukasz Konieczny / Jerzy Butryn, Dariusz Machej / Grzegorz Szostak, Paweł Czekała
premiera:10.12.2021

galeria zdjęć La Bohème, reż. Barbara Wysocka, Teatr Wielki – Opera Narodowa w Warszawie La Bohème, reż. Barbara Wysocka, Teatr Wielki – Opera Narodowa w Warszawie La Bohème, reż. Barbara Wysocka, Teatr Wielki – Opera Narodowa w Warszawie La Bohème, reż. Barbara Wysocka, Teatr Wielki – Opera Narodowa w Warszawie ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę: