AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Od nowa

Taśmy gdańskie, reż. Wojtek Zrałek-Kossakowski, Miejski Teatr Miniatura w Gdańsku
Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego, doktor nauk humanistycznych. Referentka krajowych i międzynarodowych konferencji naukowych poświęconych literaturze i kulturze. Publikowała m.in. w internetowym „Dzienniku Teatralnym” oraz w miesięczniku „Teatr”. Współpracowała z Centrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia” i Nadbałtyckim Centrum Kultury w Gdańsku. Mieszka w Gdyni.
A A A
Fot. Piotr Pędziszewski  

Najnowszy spektakl Wojtka Zrałka-Kossakowskiego zaskoczył mnie. Z przedpremierowych zapowiedzi znałam materiał, na bazie którego powstały zrealizowane w Teatrze Miniatura Taśmy gdańskie – książki 1945. Wojna i pokój Magdaleny Grzebałkowskiej oraz Gdańsk – miasto od nowa Piotra Perkowskiego, wywiady Teresy Torańskiej, materiały archiwalne, zapisy pracy warsztatowej reżysera z gimnazjalną młodzieżą. Materiał obszerny, zapowiadający dokumentalny wielogłos o podnoszącym się z wojennych ruin Gdańsku.

I w pewnej swojej części spektakl Zrałka-Kossakowskiego tym właśnie jest – precyzyjnie skonstruowanym kolażem opowieści (głównie dziecięcych) z czasów powojennego „od nowa”. Jednak ta dotkliwie bolesna narracja, brutalna, dosłowna, wolna całkowicie od szantażujących emocje publiczności zabiegów zupełnie niespodziewanie przechodzi w bardzo osobistą, intymną wręcz rozmowę reżysera z jego własnym dziadkiem – Stanisławem Zrałkiem, wojewodą powojennego Gdańska i zatwardziałym komunistą.  

Do Sali Prób, w której prezentowane są Taśmy gdańskie, prowadzi nas dobiegający z głośników głos reżysera, co niejako zapowiada osobisty stosunek twórcy do jednej z odtwarzanych w spektaklu „taśm”. Stąpając po miękkich materacach, wkraczamy w ciasną, niemal klaustrofobiczną przestrzeń. W scenografii Anny Met budują ją ściany z metalicznego brezentu, a zamyka nisko podwieszony, biały sufit. Siadamy na chaotycznie porozrzucanych na podłodze materacach. Uwagę przykuwa ustawione przy jednej ze ścian małe biurko, z lampką i stertami pożółkłych dokumentów, przywodzące na myśl stanowisko archiwisty. Aktorzy Zrałka-Kossakowskiego – Jolanta Darewicz, Jakub Ehrlich, Wioleta Karpowicz i Wojciech Stachura – siedzą pomiędzy nami; „w roli” od momentu naszego wejścia do sali wydaje się być jedynie siedzący przy biurku Andrzej Żak.

Ważnym motywem, a jednocześnie jednym z gestów inicjujących spektakl jest dźwięk dziecięcej wyliczanki. Dobiegający z trzeszczących głośników, przejmujący, w zderzeniu z pierwszymi głosami powojennych opowieści uruchamiający trudną do zdefiniowania grozę, która pulsować będzie już do końca przedstawienia. Aktorzy Zrałka-Kossakowskiego w nienachalnych kostiumach Anny Met, delikatnie zaznaczających czas przywoływanych w spektaklu wydarzeń, ograniczają do minimum środki aktorskie, dość wyraźnie akcentując „przeznaczenie” swojego bycia na scenie – umożliwienie wybrzmienia głosom z przeszłości, bycie żywym przewodnikiem dla zwerbalizowanych wspomnień. Jednocześnie, wchodząc w kolejne role, uruchamiając kolejne „taśmy”, aktorzy odwołują się do obserwacji Magdaleny Grzebałkowskiej, która po spotkaniach z żyjącymi świadkami powojennego czasu mówiła o kilku rodzajach rozmówców, o kilku rodzajach reakcji mierzenia się z własną traumą życia w dźwigającej się z ruin rzeczywistości. Proszeni o głos bohaterowie Zrałka-Kossakowskiego snują swoje opowieści z obojętnością, która jednak często kończy się drastycznym odejściem od wyjściowej, zdystansowanej postawy wobec własnych, najczęściej dziecięcych doświadczeń. Wspomnienia o rozsypanym świecie przenoszą ponownie do tego świata, powracają lęk i cierpienie.

W kontekście przywoływanych przez reżysera historii termin „koniec wojny” brzmi wręcz bluźnierczo. „Nowy” kształt rzeczywistości nie ma charakteru czystej karty, to wciąż ta sama rzeczywistość, w której mundur oznacza zawsze to samo, w której zmieniają się nazwy, ale nie zmienia się ich znaczenie. Zrałek-Kossakowski nie stara się „uatrakcyjnić” inscenizacyjnie kolejnych historii, wyjątkiem jest choreografia Uli Zerek, sprowadzająca się do kilku zbiorowych sekwencji i nawiązująca do „wspólnotowych” idei powojennej rzeczywistości, w której pogorzelisko stało się placem budowy „nowego wspaniałego świata”. Niepotrzebnym zabiegiem jest przesadzanie widzów na inne miejsca, składanie materaców, na których siedzą od początku spektaklu. Burzy to rytm spektaklu i rozprasza, a skupienie jest w przypadku Taśm gdańskich niezbędne, bo natężenie przywoływanych historii, a przede wszystkim sposób ich przedstawiania słusznie budzi skojarzenia z radiowym słuchowiskiem.

Jednym z najmocniejszych punktów spektaklu Zrałka-Kossakowskiego jest przywołana na Grzebałkowską historia Wernera Henseleita, który jako chłopiec uciekał z rodziną z Prus Wschodnich i osierocony trafił do kaszubskiej wsi, do domu bogatego gospodarza. Wcielający się w tę postać Wojciech Stachura buduje jedną z najlepszych ról w spektaklu. Jego „taśma”, opowieść o nierozumianym przez dziecko poniżeniu, niewolniczej pracy, o dźwiganiu win dorosłych, poraża natężeniem gniewu, doświadczanego, ale i odczuwanego. Zwłaszcza ta postać ostro kontrastuje z wyłaniającym się powoli, ale w ostatnich partiach przedstawienia dominującym głosem Stanisława Zrałka (w tej roli bardzo dobry Jakub Ehrlich), dziadka reżysera, z którym Zrałek-Kossakowski podejmuje rozmowę. Toczyć się będzie ona już do końca przedstawienia. W niej autor spektaklu przenosi na scenę fragmenty własnych wspomnień i wspomnień swoich najbliższych, skrawki rodzinnych historii, osobiste fotografie. Biografię dziadka przedstawia w sposób metodyczny, dokumentalny. Pomiędzy faktami stawia pytania, które nie są tu sprowadzone do rodzinnego rozrachunku czy autoterapii . Reżyser nie próbuje interpretować przeszłości dziadka, tłumaczyć. „Taśma” Stanisława Zrałka uświadamia nam sens naszej fizycznej obecności w centrum scenicznego świata, nie zaś na jego obrzeżach. Historia nigdy nie będzie obiektywna, a nasz dystans wobec niej zawsze będzie pozorny.

Najnowszy spektakl Wojtka Zrałka-Kossakowskiego jest drugim w tym sezonie przedstawieniem Teatru Miniatura i drugim po Boże mój! Marka Branda spektaklem dla starszej publiczności. To spektakl precyzyjnie zbudowany, znakomicie wykorzystujący bazowy (potężny przecież) materiał. Wymagający skupienia i zrozumienia podawanego słowa. W Taśmach gdańskich nie zaatakuje nas nawet odrobina nachalnego dydaktyzmu i to powinien być pierwszy powód, dla którego należy na niego zaprowadzić młodzież, tak powszechnie dzisiaj uczoną – pod pozorami edukacji – czarno-białej, radykalnej dialektyki.

9-12-2016

galeria zdjęć Taśmy gdańskie, reż. Wojtek Zrałek-Kossakowski, Miejski Teatr Miniatura w Gdańsku <i>Taśmy gdańskie</i>, reż. Wojtek Zrałek-Kossakowski, Miejski Teatr Miniatura w Gdańsku <i>Taśmy gdańskie</i>, reż. Wojtek Zrałek-Kossakowski, Miejski Teatr Miniatura w Gdańsku <i>Taśmy gdańskie</i>, reż. Wojtek Zrałek-Kossakowski, Miejski Teatr Miniatura w Gdańsku ZOBACZ WIĘCEJ
 

Miejski Teatr Miniatura w Gdańsku
Taśmy gdańskie
scenariusz i reżyseria: Wojtek Zrałek-Kossakowski
scenografia i kostiumy: Anna Met
muzyka i dźwięk: Marcin Lenarczyk
obsada: Jolanta Darewicz, Jakub Ehrlich, Wioleta Karpowicz, Wojciech Stachura, Andrzej Żak
premiera: 6.11.2016

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę: