AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Psycho-pułapka

Pułapka, reż. Wojciech Urbański, Teatr Dramatyczny w Warszawie
Krytyk teatralny, dziennikarz. Absolwent Wydziału Wiedzy o Teatrze warszawskiej PWST. Autor książek: Teatry Warszawy 1939, Teatr Qui Pro Quo. Kochana stara buda, Teatry Warszawy 1944-45. Współpracował z czasopismami „Po prostu” i „Życiem”. Recenzent teatralny „Dziennika” i „Odry”. Współpracuje z Polskim Radiem, prowadząc audycje poświęcone współczesnemu życiu teatralnemu. Artysta fotografik.
A A A
fot. Krzysztof Bieliński  

Tadeusz Różewicz-dramatopisarz ma pecha. Za półtora miesiąca dobiegnie końca jego jubileuszowy rok, a my pozostaniemy ze świadomością, że szczególny historyczny czas, jaki teraz przeżywamy, stracony sezon 2020/2021 z pozamykanymi teatrami, życie artystyczne na pół, a może i ćwierć gwizdka, niepewność jutra – wszystko to sprawiło, że zasmucająco mało odbyło się w tym roku różewiczowskich premier. Na ich zliczenie wystarczy zapewne palców jednej ręki.

Najnowsza, dana kilka dni temu w warszawskim Teatrze Dramatycznym w reżyserii Wojciecha Urbańskiego, ratuje po trosze honor teatralnego domu – choć można i pewnie należy się spierać z inscenizatorem i reżyserem Pułapki o kształt tekstu przedstawienia, redukcję o te fragmenty kanonicznego tekstu Różewicza umieszczające życie Franza Kafki w kontekście Zagłady, której jemu nie dane było dożyć; zmarł 15 lat wcześniej. Często po przedstawieniu w Dramatycznym przywołuje się to legendarne, zrobione przez Jerzego Grzegorzewskiego vis-à-vis, na scenie Teatru Studio, 37 lat temu, czy równie słynne, późniejsze o 8 lat wrocławskie przedstawienie Jerzego Jarockiego z 1992 roku, grozę, która szła ze sceny na publiczność. Urbański te wizyjne fragmenty ominął.

Na małej scenie Teatru Dramatycznego pozostała historia neurotyka z nieprzepracowanymi traumami dzieciństwa i młodości, chorobliwie nieśmiałego, niezdolnego do stworzenia trwałych związków, żyjącego ze świadomością „uwięzienia w pułapce” własnego ciała, z której ucieczką jest przeczuwana rychła śmierć. Minimalistyczna, ambientowa muzyka, monochromatyczna, niemal umowna scenografia, czarny stół, dwie ciemne secesyjne szafy, czarne łóżko – małżeńskie łoże Kafków, w innych scenach łóżko z sypialni Franza, ciemna kanapka, na której Greta będzie uwodziła Maxa, czarno-białe projekcje łączące najważniejsze sceny przedstawienia. Dziecko (zapewne sam Franz) w najmłodszych latach szlachtowane przez Ojca niczym ofiara rzeźnika; ten sam malec ze strużką krwi wypływającą z ust; szafa, w którą można się schować (kłania się stary doktor Freud z symboliką szafy jako kobiecości i matczynego schronienia!); ilustracje sennych koszmarów Franza pokazują, że jego psychika jest ludzkim piekłem, z którego nie ma jak umknąć. Świat przytłaczający, groźny, par excellence kafkowski. Ale jest w tym ciężkim przedstawieniu, wyraźnie przechylonym w stronę czystej psychologii (złośliwi nazywają je – i pewnie nie bez racji – obyczajowym), pewien paradoks. Bowiem ta historia Kafki ma – być może nawet niezamierzony – wydźwięk optymistyczny. Życiowego potrzaskańca, emocjonalnego impotenta czeka ocalenie, a jest nim twórczość. Dwa fragmenty Procesu, początek i finał powieści, pokazują, że to skomplikowane, nieudane przecież, przedwcześnie zakończone życie było wartościowe, bo jego sensem jest pozostawione dzieło, nawet jeśli nie doczekało się natychmiastowego uznania. Skazane przez Franza na spalenie rękopisy książek ocaleją, przeżyją swego twórcę. Co – paradoksalnie i cokolwiek na przekór tekstowi Różewicza – niesie nadzieję utalentowanym artystycznie nadwrażliwcom tego świata.

Dystansując się nieco od takiego adaptatorskiego zabiegu, przyjmując za to czysto zawodowy punkt widzenia, należy uznać konsekwencję reżysera w przeprowadzeniu tego obyczajowo-psychologicznego założenia, wykreowaniu tego scenicznego świata, przygniatającego, nieledwie klaustrofobicznego, zespołowi aktorskiemu zaś uznanie należy się za bardzo wyrównany poziom wykonania tej Pułapki.

Ma to przedstawienie rolę w moim przekonaniu najpełniejszą i najbogatszą w tym inscenizacyjnym założeniu, pełną do tego stopnia, że odnosi się czasem wrażenie, że to przedstawienie jest właściwie o tej postaci. Ojciec, grany przez Roberta Majewskiego, absolutnie, nieledwie werystycznie prawdziwy. Żadnego fałszu w intonacji, głos bezbłędnie oddający każdą emocję. Studium domowego tyrana, toksycznego, zadręczającego otoczenie nieustannymi pretensjami. Ale to tylko z pozoru zrzęda wykłócający się o niewłaściwy smak zupy. Od rzekomo niedobrej zupy kieruje pretensje w stronę rodziny, nieudanych w jego pojęciu dzieci, które się w niego nie wdały. To jest ustawianie „piramidy żalu”, nieustannie rosnącej w jakiś niebotyczny absurd. Ale jest w tych tyradach coś benhardowskiego. Bo tak jak bohaterowie Bernharda wiodący nieskończone monologi, „samoindukujący się”, niepotrzebujący właściwie żadnych zewnętrznych impulsów, żeby zalewać świat kaskadami słów – tak działa ten Ojciec na Małej Scenie Teatru Dramatycznego. I jest w nim chyba ten sam bernhardowski strach: zamilknięcie oznacza nieistnienie. Tyranizowanie najbliższych maskuje strach, a ten pojawi się w ostatniej sekwencji przedstawienia, w przeczuciu nadciągającej Zagłady, w gorączkowym obliczaniu, ile osób może pomieścić domowa szafa, w panicznym wstawianiu do niej krzesła, bezradnym okryciu się narzutą. Agresja to tarcza skrywająca strach. A więc stosownie do tego psychologicznego klucza, jakim Urbański otwiera tekst Różewicza, jest to postać najpełniejsza, świetnie poprowadzona, z pewnością najbogatsza w psychologiczne niuanse.

Można się oczywiście spierać, czy ten psychologiczno-obyczajowy klucz otwiera na oścież świat Pułapki, czy to zaledwie uchylenie drzwi. Przedstawienie omija szerokim lukiem poetycki walor dramatu, tu pozostawia zatem niedosyt. Z drugiej strony zagrane jest na bardzo wysokim poziomie zawodowej sprawności dialogu i tworzenia postaci, co na naszych scenach, na których coraz częściej się występuje, a coraz rzadziej rzetelnie gra – jest już wartością. Casus Pułapki Urbańskiego pokazuje – z innej jeszcze strony – odwrót poezji i metafory w naszym teatrze, a więc tego, co dekady temu stanowiło jego siłę.

Kończy się ten niespełniony teatralnie Rok Różewiczowski. Jeśli nie w nim, to w następnym chciałoby się zobaczyć kilka tytułów. Choćby takich Świadków, znanych lepiej jako Nasza mała stabilizacja. Pełne samozadowolenia konstatacje, że to się kupiło, ma się to, ma się tamto i nagła refleksja, że to wszystko można bardzo szybko stracić, zabrzmiałyby dziś wyjątkowo sarkastycznie i gorzko. I bardzo na czasie.

Postscriptum.
Przedstawienie Urbańskiego przy wszystkich pytaniach, do których prowokuje, przy wątpliwościach, niedosytach, pokazuje jedno: Teatr Dramatyczny jest dziś instytucją i zespołem stabilnym. Tadeusz Słobodzianek przejął Dramatyczny po fatalnej dyrekcji poprzednika, który „wystawiał najczęściej premiery”, jak w teatralnym żargonie określało się kiedyś klapę za klapą. Odbudowany został zespół. Jak w każdym teatrze są tu i przedstawienia zasługujące na podziw albo uważne przyglądanie im się, są i wypadki przy pracy. To jest w działaniu teatru nieuniknione, ale od dawna nie ma tu już „samych premier”. Teatr Dramatyczny i wszystkie jego sceny, zwane czasem złośliwie „sloboplexem”, działają, mają swoją publiczność. Tu znów się przychodzi. Ta refleksja podyktowana jest troską – czas na nową kadencję, a na dyrektorski fotel w Dramatycznym spoglądają chętnie postacie o niewątpliwych kwalifikacjach artystycznych i umysłowych. Tak niewątpliwych, że ich porządki w Dramatycznym doprowadziłby szybko do powrotu nowej świeckiej tradycji „samych premier”. W epoce zamętu, rozpadu wszystkiego, co udało się zbudować, nie czas na kolejne artystyczne eksperymenty z łatwym do przewidzenia skutkiem. Bo zwyczajnie nas na coś takiego nie stać. Ja sam wolę pospierać się o Pułapkę, niż wychodzić z teatru, wzruszając ramionami nad którymś już z kolei modnym głupstwem.

I chyba nie jestem w tym odosobniony.

19-11-2021

Teatr Dramatyczny w Warszawie
Tadeusz Różewicz
Pułapka
reżyseria: Wojciech Urbański
scenografia i kostiumy: Joanna Zemanek
opracowanie muzyczne: Wojciech Urbański (Rysy)
reżyseria świateł: Paulina Góral
projekcje: Stanisław Zaleski
obsada: Lidia Pronobis, Karolina Charkiewicz, Marta Król, Anna Szymańczyk, Michał Klawiter, Robert T. Majewski, Marcin Stępniak
premiera: 12.11.2021

galeria zdjęć Pułapka, reż. Wojciech Urbański, Teatr Dramatyczny w Warszawie Pułapka, reż. Wojciech Urbański, Teatr Dramatyczny w Warszawie Pułapka, reż. Wojciech Urbański, Teatr Dramatyczny w Warszawie Pułapka, reż. Wojciech Urbański, Teatr Dramatyczny w Warszawie ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę:
komentarze (2)
  • Użytkownik niezalogowany Alina
    Alina 2021-12-03   14:17:44
    Cytuj

    Jak przeczytałam Pana zdanie zapowiadające recenzje: „W Teatrze Dramatycznym pozostała historia neurotyka z nieprzepracowanymi traumami dzieciństwa i młodości.” To od razu mi się skojarzyło.__________ UWAGA: To nie AszDziennik (ani Pilne: Krystian Lupa powiedział) ___________ Pewien dyrektor teatru baaardzo nie może sobie poradzić z sytuacją, że na jego stanowisko odbędzie się konkurs. Żeby sobie poprawić mniemanie o sobie i podreperować ego, od kilku dni wysyła swoich pracowników, by łazili do Agnieszka Łabuszewska z awanturą o to, że przesunięto mu "jego" stolik o 2 metry [ROTFL] Czy naprawdę tacy ludzie powinni być dyrektorami instytucji publicznych? Czas ze sceny zejść. Albo dorosnąć w końcu. Czasy rozpieszczonych władców się kończą. Wymagamy czegoś innego. Mam nadzieje, że w konkursie na dyrektora Teatru Dramatycznego pojawią się kandydaci i kandydatki z innym, zdrowym pojmowaniem władzy. A rozpieszczone duże dzieci, chore na władze, będą miały czas na przepracowanie swoich problemów gdzie indziej - a nie na ludziach wokoło.- (Alina Czyżewska) --------- „Teatr i życie wytworne” jak napisał Maciej Nowak---------- #spoddywanupolskiegoteatru List wysłany dziś do Dyrektora Teatru Dramatycznego Tadeusza Słobodzianka. Szanowny Panie Dyrektorze, W ciągu ostatnich 4 dni wysłał Pan do mnie wielu różnych pracowników, którzy drogą ustną i telefoniczną i o różnych porach dnia kontaktowali się ze mną. Każdy z nich przekazywał mi słowa Pana ogromnego oburzenia i złości na mnie i moją klubokawiarnię Kulturalną. Podobną opinię i Pana słowa przekazała mi także moja pracowniczka, z którą rozmawiał Pan podczas swojej ostatniej wizyty w Kulturalnej. Przeanalizowałam problem i całą sytuację, proszę mnie skorygować, jeśli coś pomyliłam. W poniedziałek, 29 listopada 2021 r około godz. 15.00 przyszedł Pan z gośćmi na obiad do Kulturalnej. W rozmowie z pracowniczką Kulturalnej wyraził Pan swoje ogromne oburzenie tym, że stolik został przesunięty (co jest zgodne z prawdą – został przesunięty o około 2 m) i jest Pan zmuszony siedzieć gdzie indziej niż przez ostatnie 9 lat. Moja pracowniczka przekazała mi Pana zalecenia, cytuję za jej przekazem: „Proszę przekazać swojej szefowej, że jestem oburzony, a jeśli boi się Pani przekazać moje słowa, sam to zrobię”. Panie Dyrektorze, moi pracownicy się mnie nie boją i kelnerka bez strachu opowiedziała mi o całej sytuacji. Z pracownikami łączy mnie oczywiście zawodowa hierarchia, ale oprócz niej pracuję także nad obopólnym zaufaniem, szacunkiem i przestrzenią do dialogu i trudnych rozmów. Dbam o to szczególnie, by to nie lęk przed przełożoną był prymarnym aspektem pracy w zespole Kulturalnej. Przekazał Pan także mojej pracowniczce, że ma Pan nadzieję, że oburzenie, któremu dał Pan wyraz, nie sprawi, że od tej pory - zacytuję „Nie będziemy Panu pluć do zupy”. Panie Dyrektorze, nie znam takich praktyk. W mojej restauracji jedzenie jest przygotowywane przez profesjonalny zespół kucharzy, którzy gotują z dbałością i szacunkiem do każdego dania i każdego gościa. Traktujemy z szacunkiem każdą osobę, niezależnie od stanowiska, rasy, płci, koloru skóry, wyznania a nawet negatywnego do nas stosunku. Przy następnej Pana wizycie będzie Pan, jak zawsze, obsłużony z szacunkiem i serdecznością, bez względu na Pana stosunek do Zespołu Kulturalnej. Nie mogę niestety obiecać, że nie będziemy przesuwać stolików, nadal będziemy się starać tak układać nasza salę, by adaptować się do otaczającej nas rzeczywistości i ekonomicznie także zadbać o dobrostan Kulturalnej. Dość dawno Pana nie było, mógł Pan więc nie zauważyć, że stoliki w Kulturalnej zmieniają miejsce. (Korzystając z okazji powiem, że w pandemii i podczas 10 miesięcy lockdownu w ogóle nie udało mi się z Panem nawiązać kontaktu, choć przyznam, że życzliwa rozmowa z Dyrektorem Teatru Dramatycznego w tym ekstremalnie trudnym czasie była na wagę złota) Dopasowujemy się do aktualnej sytuacji pandemicznej, a także odpowiadamy na potrzeby gości. Drugi co do wielkości stół w Kulturalnej, na którym od 9 lat Pana kadencji jest stała rezerwacja dla Teatru Dramatycznego, także od czasu do czasu zmienia miejsce. Jest teraz przesunięty o około 2 m. Przekazywałam powyższe argumenty Pana pracownikom, jednakże ponoć nie były one dla Pana wystarczające. Po tamtym incydencie pracownicy Teatru, wykonując Pana polecenia, zaczęli przekazywać mi Pana oburzenie a także nieoczekiwane dyrektywy, które ja jako, jak mnie Pan nazywa, ajentka, powinnam spełnić. Dowiedziałam się, że mam usunąć z holu kasowego krzesła i inne artefakty, które należą do Kulturalnej i które Panu przeszkadzają. Niezwłocznie to polecenie wykonałam, nie było to łatwe - Kulturalnej nigdy nie udało się skutecznie poprosić o jakąkolwiek przestrzeń magazynową w Teatrze, która poprawiłaby komfort naszej pracy a także wygodę gości. Czy w związku z tym powinnam teraz oczekiwać innych jeszcze poleceń ze strony Dyrekcji Teatru Dramatycznego? Wezmę je pod uwagę w miarę możliwości, tylko proponowałabym wybrać drogę pisemną, mailową w ich przekazywaniu. Taka komunikacja będzie bardziej klarowna, skuteczna i mniej obciążająca dla pracowników Teatru i mnie. Panie Dyrektorze, jesteśmy w przededniu konkursu na nową Dyrekcję Teatru Dramatycznego. Zresztą ten fakt także Pan mocno podkreślił (cytuję słowa pracowniczki) „Nie zachowujcie się tak, jakbyście mnie stąd chcieli usunąć!” Przykro mi było usłyszeć te słowa. Nie mam i nigdy nie miałam wpływu na losy instytucji publicznych i ich zwierzchników. Jedno jest pewne - ani Pan, ani ja, nie wiemy jak dalej potoczą się losy i Kulturalnej i Dramatycznego. Dlatego mam ogromną prośbę, abyśmy ten czas, szefowie dwóch instytucji, Tadeusz Słobodzianek, Dyrektor Teatru Dramatycznego i ja, Agnieszka Łabuszewska - Dyrektorka Kulturalnej, spędzili w bardziej ludzkiej, życzliwej atmosferze. Być może przyjdzie nam współpracować kolejne 5 lat, któż raczy wiedzieć? I ponawiam zaproszenie do spotkania! Może teraz, gdy ludzkość pokazuje bardziej kruche oblicze, będziemy w stanie usiąść do rozmowy? Bo przez te 9 lat nie udało nam się odbyć ani jednej kompetentnej rozmowy, pomimo moich wielu prób, wymagających okoliczności i wielu projektów artystycznych, w których i Teatr Dramatyczny i Kulturalna mogły odegrać ważną dla Warszawy rolę. Wydaje mi się, że mogły nas połączyć tematy daleko bardziej ważne dla stolicy, kultury i sztuki, niż przesuwanie stolików w pandemii. Jeżeli jednak uzna Pan, że jedyną płaszczyzną, na której możemy wspólnie pracować, jest ustalenie położenia stolika z rezerwacją dla Teatru Dramatycznego, obiecuję, że w bardziej sprzyjających okolicznościach pandemicznych i ekonomicznych ustawię go tak, jak Pan sobie życzy. Serdecznie Pana pozdrawiam Agnieszka Łabuszewska

  • Użytkownik niezalogowany dramatyczna
    dramatyczna 2021-11-30   17:25:01
    Cytuj

    Słaby spektakl. Słaba recenzja. Ale w Teatrze Dramatycznym to ostatnio wszystko dramatycznie słabe.