AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Skarpetki objaśniają nam świat

Niesamowite przygody niesamowitych skarpetek, reż. Maciej Gierłowski, Teatr Laki „Tęcza” w Słupsku
Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego, doktor nauk humanistycznych. Referentka krajowych i międzynarodowych konferencji naukowych poświęconych literaturze i kulturze. Publikowała m.in. w internetowym „Dzienniku Teatralnym” oraz w miesięczniku „Teatr”. Współpracowała z Centrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia” i Nadbałtyckim Centrum Kultury w Gdańsku. Mieszka w Gdyni.
A A A
mat. Teatru Lalki „Tęcza”  

Mimo niebywałego rozwoju naszej cywilizacji, my, czyli tak zwana „ludzkość”, wciąż główkujemy nad wieloma fundamentalnymi dla naszego istnienia zagadnieniami, te zaś uparcie pozostają bez rozwiązania. Jedną z tych naszych odwiecznych zagwozdek jest bez wątpienia następująca: co się dzieje ze skarpetkami, które giną w (ogólnie rzecz ujmując) procesie prania? Pradawny mem głosi, że zamieniają się w wieczka od plastikowych pojemników, tych do przechowywania żywności w lodówce. Inna teoria, sformułowana w 2015 roku przez Justynę Bednarek, przekonuje, że zaginione skarpety wykorzystują otwór pod pralką, którym udają się zwiedzać świat i przeżywać niesamowite przygody. A czasem nawet jeszcze bardziej niesamowite.  

Przedstawienie Macieja Gierłowskiego w słupskim Teatrze Lalki „Tęcza” pokazuje, że dziura pod pralką prowadzi skaczące w nią skarpetki bezpośrednio w labirynt kanalizacyjnych rur. A ten, w zależności od obranego kierunku wędrówki, umożliwia dostanie się w rozmaite miejsca: na leśną polanę, nad morze albo do kawiarni, w której w tajemniczych okolicznościach giną czekoladowe „kocie języczki”. Co ciekawe – podpralkowym labiryntem można poruszać się do woli i wedle uznania, dlatego żadna z podróżujących skarpetek nie jest skazana na jedną tylko „miejscówkę”. I większość z nich ochoczo z tej możliwości korzysta.   

Aż trudno uwierzyć, że teatr zainteresował się skarpetkową serią Justyny Bednarek dopiero całkiem niedawno. Gdy jednak już to zrobił, to na porządnie – bo oprócz przedstawienia Macieja Gierłowskiego, skarpety wkroczyły także na scenę krakowską (przedstawienie Lecha Walickiego w Teatrze Groteska) oraz toruńską (spektakl Magdaleny Płoszajskiej w Kujawsko-Pomorskim Teatrze Muzycznym). Ta ekspansja nie była trudna do przewidzenia, bo seria Bednarek to kawał porządnej literatury: bardzo dobrze napisanej, inteligentnej, pełnej błyskotliwego humoru i zaskakującej fabularnie. Co ciekawe, słupskie przedstawienie Macieja Gierłowskiego nie jest adaptacją tekstu Bednarek, a wystawieniem sztuki napisanej na podstawie skarpetkowej prozy (tak zresztą jest i w przypadku wspomnianych przedstawień Walickiego i Płoszajskiej) – z nowymi postaciami i przygodami. Magdalena Mrozińska, autorka słupskich Niesamowitych przygód niesamowitych skarpetek, posłużyła się w swojej sztuce wywiedzioną z oryginału metodą konstruowania narracji – jej opowieść przypomina labirynt, pełna jest nieoczekiwanych zwrotów i rozgałęzień, fabularnych zmyłek i zaciemnień. To nie jest łatwy w odbiorze tekst, wymaga sporego skupienia. Jego sceniczna adaptacja autorstwa Macieja Gierłowskiego także nie idzie na łatwiznę, dzięki czemu słupskie Niesamowite przygody… należą do przedstawień z gatunku bardziej wymagających, a oczekują od nas przede wszystkim uważności.

Przedstawienie inicjuje fragment filmowy, przedstawiający swojski krajobraz blokowiska z czasów okołotransformacyjnych. Ciekawska kamera wciska swoje oko do jednego z mieszkań, zatrzymuje się na moment w łazience i skacze do odpływu w wannie. A stamtąd prosto do wspomnianego labiryntu, którym wędrują żądne przygód skarpetki. Po tym filmowym wstępniaku scenę przejmuje skarpetka Czarna Jedwabna (Anna Rau), gwiazda seriali i celebrytka, która dociekliwemu Dziennikarzowi opowiada historię swojego życia. Zarówno Czarna, jak i jej krewniaczki przedstawione są w spektaklu za pomocą pacynek (animujące je aktorki są niewidoczne), wizualnie nawiązujących do kształtów stworzonych przez Daniela de Latour, ilustratora skarpetkowej serii Bednarek. Bardzo błyskotliwie i dowcipnie zostali pokazani wszyscy pozostali bohaterowie opowieści Gierłowskiego i Mrozińskiej (poza ptakami z leśnej polany, w tym przypadku widzimy aktorki w kostiumach), którzy przedstawieni są za pomocą animowanych części garderoby – kapeluszy, okularów, rękawiczek.

Pewna siebie, nieco zblazowana Czarna Jedwabna wspomina w wywiadzie początki swojej przygody zainicjowanej przez skok pod pralkę – pierwszy casting i serial, który przyniósł jej sławę, rozpoznawalność i status gwiazdy „przez wielkie gie”. Te przechwałki nie bardzo ciekawią Dziennikarza, który w pewnym momencie zbyt ostentacyjnie okazuje rozmówczyni swoje znudzenie przewidywalną narracją. I tu następuje nieoczekiwany zwrot fabularny, bowiem Czarna Jedwabna rzuca Dziennikarzowi swego rodzaju wyzwanie – zamiast rozmów ze znudzonymi gwiazdami, ma się on zająć prawdziwie „gorącym” tematem-zagadką. Kluczem do sprawy jest mapa, którą Czarna Jedwabna przekazuje łaskawie Dziennikarzowi. A mapa pokazuje… plątaninę korytarzy pod pralką.

W kolejnych partiach przedstawienia Gierłowskiego Czarna Jedwabna znika, a my oglądamy kilka, z pozoru niepowiązanych ze sobą historii – o skarpetce Zielonej (Ilona Zaremba), która wybrała życie na łonie natury; o skarpetce Pasiastej (Izabela Nadobna-Polanek), która zapragnęła zostać marynarzem; o Żółtej (Alicja Gierłowska), która podjęła się rozwiązania sprawy złodzieja w cukierni. Poznajemy też inną skarpetkę Czarną, siostrę wielkiej gwiazdy, która wybrała żywot edukującej społeczeństwo aktywistki. Te wszystkie opowiastki bardzo sprytnie są tu ze sobą powiązane, czego nie zdradzę, aby nie spoilerować i nie psuć zabawy potencjalnym widzom.

Maciej Gierłowski, który jako reżyser zadebiutował w „Tęczy” w 2016 roku (bardzo dobry Dziób w dziób Maliny Prześlugi), bez zarzutu poradził sobie z adaptacją tekstu Mrozińskiej. Jego przedstawienie to kompozycja precyzyjna, dobrze pomyślana, intrygująca nieszablonową akcją. Rozgałęziona i nielinearna czasowo fabuła opowieści podana została w sposób interesujący, ale też nie nazbyt nachalnie przyciągający uwagę – sporo tu scen dość statycznych, w których pierwsze skrzypce gra przede wszystkim słowo i niesiona nim opowieść. Niesamowite skarpetki… to kolejna znakomita muzyczna robota Miłosza Sienkiewicza. Kompozycje jego autorstwa, z charakterystyczną jazzującą nutą, są na przeciwległym biegunie względem naiwnych, „windowych” utworów, które wciąż maltretują uszy w przedstawieniach dla najmłodszych i młodszych widzów. Piosenki ze świetną muzyką Sienkiewicza, bardzo dobrze zaśpiewane – „Tęcza” ma wyjątkowo utalentowany wokalnie zespół aktorski i potencjał ów (słusznie) wykorzystuje często – uzupełniają ciekawe pomysły inscenizacyjne Gierłowskiego. Zresztą zespół aktorski przedstawienia spisał się doskonale nie tylko podczas inkrustujących spektakl piosenek – piątka aktorek wypadła tu naprawdę bez zarzutu. Na świat sceniczny składają się tutaj także udane fragmenty filmowe (Tomasz Giczewski), sceny wykorzystujące komputerowe wizualizacje, wreszcie – mobilna, zmieniająca się scenografia Anny Adasiak. Scenografka bazuje tu na konstrukcjach kartonowych, bardzo udanych estetycznie, jednak w ogólnym rozrachunku – ginących często w mroku słabo oświetlonej sceny. Reżyseria światła jest najsłabszym elementem tego przedstawienia, po prostu – niewielkich rozmiarów lalki są niedostatecznie widoczne w niektórych partiach spektaklu.

W programie do słupskiego przedstawienia czytamy, że skarpetki, wzorem Franka Sinatry wędrują zawsze „po swojemu”, bo przecież „nie ma jednej drogi słusznej”. I ta ostateczna konstatacja – niby oczywista, a przecież w otaczającej nas rzeczywistości poddawana nieustającemu wyparciu – jest największą siłą słupskiego przedstawienia i zarazem pozostaje jak najbardziej zgodna z duchem literackiego oryginału. Bo cykl skarpetkowy bez większej przesady uznać można za swego rodzaju apologię wolności i różnorodności. I tak jest w słupskim przedstawieniu, każda skarpetka jest inna, każda wybiera inną ścieżkę, a jednocześnie każda z nich ma świadomość, że „prawy” bardzo szybko może stać się „lewym”. I na odwrót.

Pandemia spowodowała, że słupskie Niesamowite przygody niesamowitych skarpetek w reżyserii Macieja Gierłowskiego podzieliły losy wielu innych dobrych przedstawień – rozbłysły na scenie na moment, po czym zniknęły w mrokach kolejnych lockdownów. Mam głęboką nadzieję, że wkrótce ta sytuacja się odmieni i „Skarpetki” otrzymają uznanie widowni. Zasłużyły sobie na nie z nawiązką.

19-05-2021

Teatr Lalki „Tęcza” w Słupsku
Magdalena Mrozińska
Niesamowite przygody niesamowitych skarpetek
na podstawie książki Justyny Bednarek Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek
reżyseria: Maciej Gierłowski
scenografia: Anna Adasiak
muzyka: Miłosz Sienkiewicz
projekcje video: Tomasz Giczewski
obsada: Alicja Gierłowska, Izabela Nadobna-Polanek, Anna Rau, Joanna Stoike-Stempkowska, Ilona Zaremba
premiera: 5.09.2020

galeria zdjęć Niesamowite przygody niesamowitych skarpetek, reż. Maciej Gierłowski, Teatr Lalki „Tęcza” w Słupsku <i>Niesamowite przygody niesamowitych skarpetek</i>, reż. Maciej Gierłowski, Teatr Lalki „Tęcza” w Słupsku <i>Niesamowite przygody niesamowitych skarpetek</i>, reż. Maciej Gierłowski, Teatr Lalki „Tęcza” w Słupsku <i>Niesamowite przygody niesamowitych skarpetek</i>, reż. Maciej Gierłowski, Teatr Lalki „Tęcza” w Słupsku ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę: