AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Teatr filmu

 

Lubelska publiczność znowu się mogła przekonać, iż Tomasz Bazan to inicjator wydarzeń kulturalnych wykraczających poza skalę swojego miasta, poszukujący reżyser i znakomity tancerz. W połowie sierpnia odbywał się bowiem VI Festiwal Tańca i Ruchu Maat Festival „Israel Now!”, a w ramach przedsięwzięcia, którego ten twórca jest założycielem, mogliśmy zobaczyć premierowy pokaz Bastionu.

Najnowszy spektakl, jak to często w pracach Bazana bywa, ma charakter multimedialny, „Żywy” ruch w różnorodnej stylistyce, którego zastosowanie wynika z głębokiej refleksji nad jego istotą i estetycznymi możliwościami (sam autor jest specjalistą od tańca butō), łączy się w nim z projekcją filmową, rejestrującą w plenerze działania trójki wykonawców scenicznych. Ważne miejsce zajmuje także tekst.

Ponieważ Bazan, dyrektor założonego przez siebie w 2004 roku Teatru Maat Projekt, lubi wykraczać poza stały skład zespołu i  podejmować współpracę z przedstawicielami różnego typu teatru (by przypomnieć Indukcje z udziałem reprezentanta teatru dramatycznego Jacka Poniedziałka), tym razem przystąpił do pracy z Tomaszem Fabiańskim, tancerzem Baletu Narodowego. Chęć zmian obsadowych reżyser i choreograf tłumaczy troską o wydobycie indywidualnych środków scenicznej ekspresji, które w nowym zestawieniu potrafią wykreować nową jakość artystyczną.

Inspiracją dla przedstawienia stały się dwie pozycje literackie – powieść Stephena Kinga pod tym samym co przedstawienie tytułem i zbiór esejów prof. Marcina Króla Europa w obliczu końca.

Literacki Bastion przedstawia apokaliptyczną wizję świata spustoszonego przez broń biologiczną, która niesie chorobę. Kataklizm nie tylko zdziesiątkował ludzką populację, ale też spowodował upadek wielu norm cywilizacyjnych. Tym, którzy pozostali przy życiu, śnią się Wysłannicy Dobra i Zła, wskazujący jedną z możliwych do przyjęcia w indywidualnym wyborze dróg. Obok rzeszy zdemoralizowanych istnieją nieliczni wyznawcy pozytywnych wartości. Zbiór tekstów polskiego filozofa i historyka idei traktuje o podobnych kwestiach. Ogólnie są one poświęcone rozważaniom nad kondycją Starego Kontynentu, który znalazł się na krawędzi upadku, bo „wszystkie filary jego egzystencji od dawna znalazły się w konflikcie. Kryzys finansowy uwolnił sprzeczności znacznie silniejsze niż te, z którymi potrafią walczyć ekonomiści”, zanikła natomiast zdolność do krytycznej autoanalizy i samonaprawy.

Jak zatem zostało to przełożone na język sceny? Jeszcze przed rozpoczęciem widowiska publiczność styka się z wyświetlanym napisem: alles ist vorbei, alles beginnt – wszystko się kończy, wszystko się zaczyna, który stanie się leitmotivem przedstawienia.

Następuje etiuda ruchowa w wykonaniu kobiety (prawdopodobnie Patrycja Płatnik, bo w ustaleniu nazwiska nie pomógł mi żaden program, mimo solidnego przeszukiwania Internetu) w połyskliwej masce. Jej biel świetnie koresponduje z jasną płaszczyzną podłogi i ściany w tle, z którego popiersie tancerki wycina prostokąt żółtego światła. Jej ruch ogranicza się właściwie do pracy rąk, a rzucane przez nie liczne cienie zamieniają jej sylwetkę w portret Sziwy będącego symbolem unicestwiającego i odnawiającego aspektu boskości.

Zaraz potem projekcja filmowa. Troje młodych ludzi przygotowuje się do pracy przed kamerą. Ustalają między sobą pomysły na scenę, spierają się o sposób jej rejestracji. Używają przy tym wulgarnego języka, ale robią to w całkowicie bezmyślny sposób, czyli oderwany od stosownej emocji. Pozują do kamery. Słychać odczytywany list o utraconej szansie, w którym czuje się ból miłosnej straty, a zaraz potem tekst naukowy o irracjonalności człowieka.

Teraz Daniel (Tomasz Bazan) – jak informuje nas wyświetlony napis – przystępuje do „tanecznych wariacji”. Długo pozostaje odwrócony do nas tyłem i zdaje się nagi (potem okaże się, że jednak ma stringi). Pięknie zbudowana sylwetka stojącego przez cały ten czas tancerza ekscytuje samą potencjalną możliwością wszelkiego rodzaju ruchu, tymczasem demonstrowanego jako dosyć mechaniczny sposób układania ramion względem korpusu.

Znowu pojawia się dziewczyna, a wraz z nią na ścianie słowo „Europa”. Akompaniamentem do prowadzenia przez nią ciała są teraz potężniejące z każdą chwilą wybuchy śmiechu jakiegoś ogromnego tłumu . Posuwa się niepewnie – najwyraźniej nimi sparaliżowana.

Na scenie zjawia się Adam (Tomasz Fabiański). Wykonuje w parterze bardzo powolne przewroty, jakby robił rozgrzewkę. Powtarza je wiele razy. Wstaje. Dalej ćwiczy przy drążku. Demonstruje obciągnięte stopy w baletkach. Podskoki, obroty. Nagle zmienia stylistykę ruchu. Jakby jego ręce i nogi chciały naśladować lokomotywę parową, a na koniec zastyga w pozie przypominającej myśliciela z rzeźby Rodina. Sekwencja powtarza się kilkakrotnie. Całość kończy słowami: „ciało to tylko pojemnik…”. Wraca do technicznych wprawek, ale robi to z coraz mniejszym staraniem o precyzję i coraz gwałtowniej wypowiada tę frazę.

Znowu film. Dziewczyna i Adam nad wodą w zalotach granych z przesadą, jakby dla nadania temu cudzysłowu. Wszyscy są nago. Ona mówi jakiś tekst. Na filmie puszczonym od tyłu wracają plecami do widzów. Upadają w trawę, potem do wody. Trudno zapamiętać kolejne sceny, bo przestają robić wrażenie. Trwają na tyle długo, że już nużą. Jeden z trójki wpada do wody. Dziewczyna próbuje go wyciągnąć, jednak jakość filmu nie pozwala odróżnić, czy to próba pomocy, czy wręcz przeciwnie. Do tego jeszcze coraz to nowe zdania z głośnika domagają się interpretacji. Każda kolejna myśl wydaje się przebijać poprzednią. Pretenduje do rangi sentencji. Jeszcze nie rozebraliśmy w umyśle jednego przesłania, a już atakuje nas następne. Za dużo bodźców płynących ze sceny. Za dużo podsumowań. Złotych myśli, na które być może znalazłoby się miejsce w cichej kontemplacji. Teraz bohaterowie recytują przy ognisku: „mamy system”, „nowy system”, „ ja – państwo”, „ja- słowo” itd. Spektakl kończy się wyświetleniem fragmentu z książki Marcina Króla i zaraz potem oświadczenia, że wszelkie podobieństwo nazwisk jest dziełem przypadku.

Wspaniałe wizerunki ciał z odczuwanymi przez widzów tysięcznymi możliwościami ich uruchamiania, perfekcyjnie zestawione ze „scenografią, której nie było”, i filozofia płynąca z mechaniki ruchów, które mogą podlegać także wieloznacznym ograniczeniom, zniknęły w morzu filmowego banału i nadmiaru erudycyjnych próbek. A wystarczyło, tak jak wiele razy wcześniej, inaczej zestawić proporcje i w teatrze tańca bardziej zaufać bezpośrednio eksponowanemu ciału, obecnemu tu i teraz, bez zapośredniczających mediów, i zamiast robić spektakl trwający godzinę i czterdzieści minut, skrócić go o połowę. A sukces murowany.

Gdyby zaś podać w wątpliwość moje odczytanie, a właściwie niemożność zrobienia tego, załączam tekst reklamujący Bastion: „Powrót do kultury staje się nieosiągalnym, ludzkim marzeniem. Artyści są wyjątkowym i niezwykle rzadkim dobrem. W obliczu końca tworzy się nowy system i powstają nowe wartości. Daniel i Super Adam – rzemieślnik culture regime – spotykają się na styku dróg i tworzą manifest nowego. Pojawiają się w jednym pojemniku emanacje Bejarta, Bausch, Niżyńskiego. Post święto trwa”.

15-09-2014

 

Teatr Maat Projekt
Bastion
reżyseria: Tomasz Bazan
choreografia i taniec: Tomasz Bazan i Tomasz Fabiański
dramaturgia: Enzo Abe, Tomasz Bazan
wideo, design: Patrycja Płanik
muzyka: Marcin Janus
premiera: 16.08.2014

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę: