AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Trudno nie wierzyć w nic

W co wierzą Polacy, reż. Szymon Kaczmarek, Wrocławski Teatr Współczesny
fot. Natalia Kabanow  

Szymon Kaczmarek stawia pytania o granice naszego zdroworozsądkowego pojmowania świata. Jego W co wierzą Polacy to takie Dziady po nowemu – w towarzystwie wróżki, jasnowidza i dialogującego z duchami medium świadoma i światowa teatralna publiczność dostaje wgląd w nowoczesne gusła. Jest trochę jak w telewizyjnym show – czy zwycięży drużyna Czucia i Wiary, czy może samotny zawodnik spod znaku Szkiełka i Oka? Uprzedzam, rozstrzygnięcie nie jest tu oczywiste.


Piszę ten tekst w pokoju, w którym – jak twierdzą jasnowidzący – wciąż mieszka mała poniemiecka dziewczynka. I w towarzystwie gospodarza, który, będąc w kłopocie, korzystał z usług jasnowidza, wróżki i szeptuchy. Mnie samej nigdy nie udało się dostrzec błąkającej się czyśćcowej duszeczki, choć regularnie nocuję z nią pod jednym dachem. Od okolicznej szeptuchy usłyszałam jedynie kilka ogólników, które dotyczą większości klientek w mojej grupie wiekowej. Zielonogórska wróżka w latach późnopodstawówkowych wywróżyła mi rudego męża – kulą w płot, z rudych zapamiętałam jedynie krótkodystansowego narzeczonego, któremu, zapewne pod wrażeniem lektury jakiegoś taniego romansu, powiedziałam pewnego dnia z całym potencjałem nastoletniego patosu, na jaki było mnie stać: „Tam są drzwi”.

Z szacunkiem traktuję jednak cudze „duchowe” doświadczenie – może chodzi zwyczajnie o to, że żeby uwierzyć w niewidzialne, trzeba je zobaczyć. Mam ten defekt, że nie umiem. Nie wierzę, więc nie widzę poniemieckiej dziewczynki i omijają mnie wróżby. W moim średnio długim życiu, także tym zawodowym, nasłuchałam się za to relacji, które każą mi sądzić, że z moją niewiarą jestem w przytłaczającej mniejszości – i nie chodzi tu tylko o kwestie usankcjonowanego tradycją i prawem katolicyzmu. Tu zresztą kryje się swoisty paradoks – to ateiści stanowią największy odsetek spośród wierzących w duchy. Polacy wierzą (lub zdecydowanie nie wierzą) w różne rzeczy. Nawet pandemia koronawirusa dla wielu była kwestią wiary lub jej braku. Pewien jazzman wierzy, że światem rządzą jaszczury. Właściciel zabytkowego zameczku, że zakup nawiedzonej przez duchy nieruchomości zniszczył mu małżeństwo. Zaprzyjaźniony rolnik wierzy w czary babci Rózi, pracownik banku wyznaje wiarę w boga słońca, siostra w to, że naukowcy już wkrótce znajdą dowody na nieśmiertelność duszy, a sąsiad niby nie wierzy w nic, ale na wszelki wypadek trzyma na strychu króliczą łapkę, bo ta trzyma złe duchy na rozsądny dystans.

O tym, w co wierzą Polacy i kto na tej wierze zarabia, napisał reporterską książkę Tomasz Kwaśniewski. Jego W co wierzą Polacy? nosi podtytuł Śledztwo w sprawie jasnowidzów, wróżek, szeptuch… i ma cechy może nie tyle śledztwa, co reportażu wcieleniowego. Kwaśniewski w ramach gromadzenia materiału do publikacji poddaje się rytuałom, pozwala oczyścić się jajem, zamienia się w łowcę duchów, a nawet rzuca klątwę. Czy w finale znajduje odpowiedź na pytanie, skąd ta nieodparta skłonność, dla wielu wstydliwa, do rozmaitych guseł? I czy chodzi wyłącznie o to, co zawsze – o próbę wytłumaczenia sobie świata i porządkowania naszych z nim relacji bez sięgania po te wszystkie tak cholernie skomplikowane – nie ukrywajmy – niekiedy zawodne naukowe stwierdzenia? To już pozostawię przyszłym czytelnikom, bo książka i spektakl w reżyserii Szymona Kaczmarka nie idą pod tym względem identycznym torem.

Żelisław Żelisławski, dramaturg teatralnego W co wierzą Polacy, postaci i wątki z reportażu Kwaśniewskiego osadził w jednej przestrzeni – oto trafiamy do biura usług ezoterycznych, a drzwi przed nami uchyla biegły rewident Szkiełko (Mariusz Bąkowski), nasłany na wróżkę Werbenę (Anna Kieca), asystentkę Julcię (Paulina Wosik), rozmawiającego z duchami medium Robertka (Tadeusz Ratuszniak) i szefa, guru i mistrza zarazem, czyli jasnowidzącego Pawła (Mariusz Kiljan, który tworzy tu znakomitą i ciut nowocześniejszą wersję swojego Guślarza z niezapomnianych Dziadów w reżyserii Zadary). U ezoteryków bywa też pewien egzorcysta (Miłosz Pietruski), a wcieleniowy element reportażu Kwaśniewskiego, zachowany w pewnym stopniu w postaci Szkiełka, zostaje uzupełniony przez kalejdoskop doświadczeń klientów Werbeny, Robertka i Pawła, zagranych przez Beatę Rakowską, Irenę Rybicką, Przemysława Kozłowskiego i Macieja Tomaszewskiego.

To jednak przede wszystkim Szkiełko jest naszym, widzów, reprezentantem w tym scenicznym wszechświecie – ze swoją niewiarą, sceptycyzmem, kpiącym dystansem. On też bada granice naszego zdroworozsądkowego podejścia i to właśnie o nich jest w dużej mierze ten spektakl. Bo granice są nieostre – można na przykład nie wierzyć w klątwy, a jednocześnie z ochotą tę niewiarę testować, rzucając zły czar na samego prezesa Polski. Zdając sobie sprawę, że będzie to klątwa najtrudniejsza z trudnych – Kaczyński, jako solidnie omodlony, jest na uroki odporny, żeby zapewnić im skuteczność, trzeba by go odciągnąć na znaczny dystans od Żoliborza, z którego przecież niemal się nie rusza. Ale nawet biorąc pod uwagę tę trudną do usunięcia przeszkodę i brak wiary rzucającego klątwę, gra wydaje się warta świeczki.

O granice zdrowego rozsądku zahacza też składający się z samych pytań monolog Mariusza Bąkowskiego, otwierający drugą część spektaklu. Czy kupilibyśmy mieszkanie, w którym została popełniona krwawa zbrodnia? Wynajęlibyśmy lokal, gdzie pedofil dręczył dziecko? Czy stojąc w obliczu zagrożenia, końca świata lub wojny, nawet my, niewierzący, nie zaczęlibyśmy odmawiać modlitwy? A jeśli na którekolwiek z tych pytań odpowiemy „tak”, to czy pod powierzchnią nie czai się zalążek wiary w nienazwane? Ile wart jest nasz sceptycyzm? Czy możemy o nim w ogóle rozmawiać? Czy może raczej zamiast pytać, czy i w co wierzę, należałoby sprawdzić, w jakim stopniu?

Kaczmarek tak odwraca sytuację, że to nie Werbena, Jucia, Paweł i Robertek wydają nam się grupą niezrównoważonych oszołomów i tanich oszustów, ale polujący na nieprawidłowości w ich rachunkach rewident Szkiełko, popadający w szaleństwo wobec rosnących wątpliwości w sprawie (nie)istnienia zjawisk paranormalnych. Oni tymczasem mimo pozorów odklejenia od świata organizują swoim klientom kąciki wcale zdroworozsądkowych porad, zalecając – jeśli trzeba – wizytę u lekarza, instalując samotnikowi Tindera, czy ukrywając pistolet, narzędzie zemsty gangstera. A nawet jeśli Werbena użyje swoich mocy, żeby przeprowadzić pewnej biznesmence analizę ryzyka, to okaże się za chwilę, że oprócz doświadczenia we wpatrywaniu się w szklaną kulę ma za sobą lata pracy w pewnym ministerstwie, które porzuciła, żeby nie zamienić się w wierną kopię Angeli Merkel.

W spektaklu Współczesnego jest mnóstwo dystansu, realizatorzy co i rusz, puszczają oko do widowni, wprowadzając na scenę współczesne polityczne wątki. A jednocześnie pogrywają z jej oczekiwaniami, podsuwając, kiedy już dobrze umości się w atmosferze zgrywy i znajdzie w niej zapowiedź kpiny ze współczesnych guślarzy, figę z makiem. Nie będąc w żadnej mierze obroną wszelkich zabobonów, ten pozornie lekki, zabawny, znakomicie zagrany przez zespół Współczesnego spektakl z elementami musicalu i świetnymi piosenkami (tekstowego materiału na jedną z nich dostarcza ustawa regulująca zawód jasnowidza czy wróżki) skomponowanymi przez Kamila Tuszyńskiego, z kostiumami Marii Śniosek-Masacz, nadającymi postaciom lekko komiksowy rys, traktuje współczesne gusła z dużą dawką empatii. Kaczmarek próbuje zajrzeć pod ich podszewkę, szukając tam odpowiedzi na pytanie o granice naszej wiary i niewiary. Czy chodzi o to, żeby – jak mówi w swoim stylizowanym na TEDx-owe wystąpienie jasnowidz Mariusza Kiljana – uwalniając się od natłoku informacji, odetchnąć z ulgą i pogodzić się z własną niewiedzą? A może wręcz przeciwnie – szukać w magii dodatkowych danych, w nadziei, że przyniosą nam lek na bezradność, niepewność przyszłości, samotność i strach przed śmiercią? Problem w tym, że szkiełko i czucie wciąż tu ze sobą rywalizują i nawet wiara w gusła niesie ze sobą pewien potencjał sceptycyzmu. Nie wystarczy nam najlepsza nawet recepta – musi jeszcze, jak na magiczną formułę przystało, być efektownie opakowana. Kiedy w finale przedstawienia, w (amerykańskim, rzecz jasna) Ośrodku Badań nad Psylocybiną ochotniczka (Wosik) jako medium przekazuje słowa prastarej i mądrzejszej od nas wszystkich razem wziętych grzybni, szansa na ratunek dla świata zostaje natychmiast zaprzepaszczona. Bo czy „Bądźmy lepsi dla siebie nawzajem” nie brzmi jakoś tak obciachowo naiwnie i patetycznie? Kłopot w tym, że przestaje być obciachowa dopiero wtedy, kiedy cały świat – jak dziś, w kontekście toczącej się tuż obok nas wojny – staje pod ścianą w obliczu potężnego kryzysu. Dopiero wtedy jesteśmy w stanie uwierzyć, że szlachetnym gestem naprawdę ratujemy kawałeczek świata.

09-03-2022

Wrocławski Teatr Współczesny
Tomasz Kwaśniewski
W co wierzą Polacy
adaptacja i dramaturgia: Żelisław Żelisławski
reżyseria, reżyseria świateł, video: Szymon Kaczmarek
scenografia: Kaja Migdałek
kostiumy: Marta Śniosek-Masacz
muzyka: Kamil Tuszyński
choreografia: Anna Obszańska
reżyseria dźwięku: Maciej Duszyński
realizacja światła: Daniel Piastowski
realizacja wideo: Piotr Postemski / Agnieszka Piesiewicz
obsada: Anna Kieca, Beata Rakowska, Irena Rybicka, Paulina Wosik, Mariusz Bąkowski, Przemysław Kozłowski, Miłosz Pietruski, Tadeusz Ratuszniak, Maciej Tomaszewski, Mariusz Kiljan (gościnnie).
prapremiera: 22.02.2022

galeria zdjęć W co wierzą Polacy, reż. Szymon Kaczmarek, Wrocławski Teatr Współczesny W co wierzą Polacy, reż. Szymon Kaczmarek, Wrocławski Teatr Współczesny W co wierzą Polacy, reż. Szymon Kaczmarek, Wrocławski Teatr Współczesny W co wierzą Polacy, reż. Szymon Kaczmarek, Wrocławski Teatr Współczesny ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (2)
  • Użytkownik niezalogowany SAFETOTO
    SAFETOTO 2024-03-13   07:39:32
    Cytuj

    It's a game. Five dollars is free. Try it It's not an easy game ->-> 토토사이트.com

  • Użytkownik niezalogowany Abnegat
    Abnegat 2022-06-17   23:59:50
    Cytuj

    Dajcie spokój. Zawsze jak idę na takie coś, to się zastanawiam - jak to możliwe, że aktorzy chcieli w tym grać. To się niemiłosiernie dłuży, dialogi są drewniane, przewidywalne i nic z nich nie wynika. Klasyczne fejkowe przedstawienie made in Poland, z którego wychodzi się po maksymalnie 45 minutach. Nie dajcie się nabrać i nie traćcie czasu!