AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Znieważeni, oblepieni, bezradni

Znieważeni, reż. Przemysław Bluszcz, Teatr Ateneum w Warszawie
Doktor nauk humanistycznych, krytyk teatralny, dziennikarz. Absolwent Wydziału Wiedzy o Teatrze warszawskiej PWST. Autor książek: Teatry Warszawy 1939, Teatr Qui Pro Quo. Kochana stara buda, Teatry Warszawy 1944-45. Współpracował z czasopismami „Po prostu” i „Życiem”. Recenzent teatralny „Dziennika” i „Odry”. Współpracuje z Polskim Radiem, prowadząc audycje poświęcone współczesnemu życiu teatralnemu. Artysta fotografik.
A A A
fot. materiał Teatru Ateneum  

W repertuarze  Teatru Ateneum to krótkie, nie trwające nawet godziny przedstawienie pojawia się nader rzadko. Premierę miało pod koniec stycznia 2023 roku, grane jest na maleńkiej Scenie 61, a więc może je obejrzeć skromna liczba widzów. Co gorsza – po premierze na dłuższy czas zniknęło z repertuaru, by pojawić się na kilka spektakli w początku marca. A chciałoby się, by Znieważeni, monodram na podstawie powieści z pięcioksięgu Sandora Maraiego w reżyserii Przemysława Bluszcza pojawiał się nieco częściej.

Powodów po temu jest kilka. Pierwszy to oczywiście możliwość scenicznego obcowania z dziełem jednego z największych pisarzy drugiej połowy XX wieku, najważniejszych i najbardziej przenikliwych w rozpoznaniach degenerowania europejskiej kultury. I to nawet jeśli niektóre z nich mogą wydawać się dyskusyjne, a innym historia dopisała konsekwencje tak przerażające, że dziś wypada wobec nich zachować bardzo głęboki dystans.

Diagnozę zglajchszaltowania Europy stawianą przez Maraiego mogliby bowiem wziąć na swe sztandary wszelkiej maści obrońcy tożsamości i suwerenności – ale to właśnie jednolitość najważniejszych zasad zapewniła Europie jej sukces. Owi obrońcy mówiący dużo o pochwale odrębności pomijają zupełnie to, na co Marai kładł największy nacisk: że Europa to „wielki zbiorowy obowiązek”, że europejska tożsamość, z której można być dumnym, to znajomość wspólnego dziedzictwa kultury, bogactwa jej dokonań, którego trzeba strzec, bo to ono buduje wspólnotę ponad wszystkimi odrębnościami. Obrońca „suwerenności”, „narodowości”, znalazłszy się na widowni Ateneum, słuchając dobiegających z głośnika arcydzieł Bacha czy Mozarta, słuchałby ich zapewne całkowicie obojętnie, bo ta muzyka nie kojarzyłaby mu się literalnie z niczym. Można przypuścić, że gdyby w przedstawieniu użyto dzieła Chopina albo nawet Moniuszki, ta obojętność byłaby identyczna. Owi obrońcy suwerenności w przeważającej większości przypadków tworzą bowiem wyjątkowo szkodliwą i niebezpieczną międzynarodówkę ignorantów.

Drażnili Maraiego „ludzie bizantyjscy”, niewpisujący się we wdrukowane kulturowo wyobrażenie męskości czy kobiecości, wszyscy określani dziś jako osoby LGBT. Uważał ich za rozsadnik rozkładu kultury, jeden z symptomów jej rozprzężenia. Dziś, po wielu dziesiątkach lat od postawienia tej diagnozy, inna jest świadomość, inna pamięć. Owi „ludzie bizantyjscy” jako jedni z pierwszych padli i wciąż padają ofiarą wszystkich reżimów wypisujących na sztandarach hasła moralnej sanacji, narodowego zdrowia i „normalności”. Jednymi z pierwszych ofiar KL Dachau byli owi „bizantyjscy ludzie”, którym na więzienne ubrania naszywano hańbiący trójkąt. I o tym nie wolno zapomnieć. Tu więc z całą pewnością, po wszystkich minionych i wciąż podejmowanych próbach tępienia „niemoralności, „zaraz”, z całą tragiczną świadomością, do czego te walki prowadzą, należy sporządzić protokół rozbieżności z tym wielkim pisarzem.

Najważniejsza jednak jest inna diagnoza Maraiego i ona jest bezdyskusyjna – to potęga kłamstwa. Sam przekonał się o niej przed wojną, widząc rosnący w siłę niemiecki faszyzm, widział to samo na Węgrzech, gdy instalowano tam oparty na kłamstwie komunizm. Przerażał go i mierził zalew łgarstwa. Dziś wszędzie i codziennie bezradni widzimy, jak dobrze się ma kłamstwo, półprawdy, postprawdy, manipulacja prawdą zmieniająca ją w kolejne kłamstwo – i jak to wszystko rujnuje społeczną tkankę. Bardziej niż ujednolicanie kontynentu czy obecność „ludzi bizantyjskich”. Przerażająca moc kłamstwa – ta diagnoza Maraiego to zasadnicza treść Znieważonych w Teatrze Ateneum.

Monodram rządzi się swoimi prawami. Jeśli przyjąć, że i ten gatunek teatralny utrzymuje zasadę scenicznego dialogu, to jest to dialog specyficzny, niejako „przeniesiony” – ku publiczności. Znieważeni to dialog będący opowieścią i to opowieścią na tematy fundamentalne dla tożsamości naszego kulturowego kręgu. Często bywa tak, że opowieści na tak wysokim poziomie bywają paradoksalnie całkowicie niesceniczne. Wielkie idee chodzące po scenie dziwnie jakoś na niej maleją. I odwrotnie – historia przeciętnej jednostki porwanej wiatrem historii staje się metaforą epoki. Tu trzeba uczynić dygresję: tak właśnie jest z monodramem Anny Seniuk Życie pani Pomsel w Teatrze Polonia. Historia sekretarki Goebbelsa, niepozornej, miernej, z pozoru odległej od wszystkich potworności Trzeciej Rzeszy, z pozoru w nich nieuczestniczącej – nagle staje się symbolem całego Czasu Pogardy. Na Scenie 61 jest inaczej – tu nie ma właściwie psychologii, zamiast niej epika i często porażająca trafnością diagnoza Maraiego. Na malutkiej scence zastawionej z lewej strony nagromadzonymi książkami i świecącym ciepłym światłem antycznym radiowym odbiornikiem Dariusz Wnuk relacjonuje koniec świata opartego na niewzruszonych założeniach, których fundamentem jest prawda, i rodzenie się świata opartego na kłamstwie i przemocy. W Znieważonych to lata trzydzieste minionego już wieku, początki faszyzmu widziane z Paryża – symbolu ciągłości kultury, budowania na niej każdej jednostkowej tożsamości. Jeden z najmocniejszych fragmentów tego monodramu to tyrada niemieckiego zwolennika nowych porządków, wystylizowana ewidentnie na przemówienia Adolfa Hitlera – histeryczne, wygłaszane gdzieś na granicy utraty głosu, podbite dodatkowo groteskowymi, kanciastymi gestami. Patrzy się na to z rozbawieniem i zgrozą – bo znamy z codzienności ostatnich lat inne publiczne mowy. Ich myślowy ładunek i sposób jego prezentacji dorównuje błazeństwom führera, mamy to zaliczone, nikt nie powinien nabierać się na całą ich nędzę, a jednak to wszystko działa. Z pozoru niepojętą mocą, lecz tylko z pozoru. Ich siłą jest kłamstwo powtarzane do znudzenia, wbijane w głowę, kłamstwo wżerające się w społeczność i już nierozerwalnie z nią związane. Myślę, że to w monodramie Dariusza Wnuka jest wartością najwyższą. Chciałoby się nawet lekkiego „zeszlifowania” początkowych części tego monodramu, nawet kosztem jego ustatycznienia. Bowiem to, co mówi Marai ustami aktora, jest już tak silne, że nie wymaga całego bogactwa scenicznych działań. Te słowa w pewnym sensie mówią się same i to w zupełności wystarcza. Jak to jest nośne teatralnie, przekonują ostatnie minuty tej scenicznej miniatury – monolog o sile kłamstwa znieważającego i oblepiającego. Wnuk stoi i spokojnie, niemalże „na biało”, mówi to w publiczność. Siła tego z pozoru spokojnego monologu jest tak porażająca, że w trakcie spektaklu, który dane mi było obejrzeć, na widowni zapadła kompletna cisza. To jest niewątpliwie zwycięstwo aktora, choć wobec wypowiadanych przez niego treści – gorzkie zwycięstwo.

A potem, po tych 50 minutach, wychodzimy z teatru i znów atakowani jesteśmy kłamstwem. Przerażająca jest jego siła. Z nienawistnika doprowadzającego do śmierci młodego człowieka uczyni ofiarę nienawiści, niewinnych mianuje przestępcami, złodziei wspólnego dobra uczyni strażnikami moralności, regres i nędzę nazwie postępem i dobrobytem, mocarstwo napadające na sąsiedni kraj mianuje ofiarą agresji. Zło staje się dobrem.

Zwycięstwem teatru i autorów przedstawienia – choć smutnym zwycięstwem – jest pokazanie w ciągu tak krótkiego czasu, że w gruncie rzeczy my tym kłamstwem nie jesteśmy już nawet znieważeni. Ono oblepiło nas niczym pajęczyna bezbronną ofiarę. Nie pozwala już się ruszyć i oswobodzić.

29-03-2023

Teatr Ateneum w Warszawie
Sandor Marai
Znieważeni
tłumaczenie: Teresa Worowska
adaptacja i reżyseria: Przemysław Bluszcz
scenografia i kostiumy: Agata Piotrowska
reżyseria światła: Agnieszka Kokowska
obsada: Dariusz Wnuk
premiera 28.01.2023

galeria zdjęć Znieważeni, reż. Przemysław Bluszcz, Teatr Ateneum w Warszawie Znieważeni, reż. Przemysław Bluszcz, Teatr Ateneum w Warszawie Znieważeni, reż. Przemysław Bluszcz, Teatr Ateneum w Warszawie Znieważeni, reż. Przemysław Bluszcz, Teatr Ateneum w Warszawie ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany SAFETOTO
    SAFETOTO 2024-03-04   09:37:09
    Cytuj

    It's a game. Five dollars is free. Try it It's not an easy game ->-> 온라인카지노.com