AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Wielkie namiętności „sztuki naiwnej”

Doktor nauk humanistycznych, krytyk teatralny, członek redakcji portalu „Teatralny.pl”. Pisze dla „Teatru”, kwartalnika „nietak!t”, internetowego czasopisma „Performer” i „Dialogu”. Współautor e-booka Offologia dla opornych. Współorganizuje Festiwal Niezależnej Kultury Białoruskiej we Wrocławiu.
A A A
Zdenka Pszczołowska, fot. Piotr Kręglicki Fotografia
Błażej Peszek, fot. Mirosław Mróz
Piotr Soroka, fot. Grzegorz Madaliński  

Henryk Mazurkiewicz: Ballady i romanse Mickiewicza i Teatr Pantomimy - połączenie, wydawałoby się, nieoczywiste, prowokacyjne czy wręcz niemożliwe. Czy długo należało Was przekonywać do tego pomysłu?

Błażej Peszek: Nie, absolutnie. Natychmiast zachwyciłem się tą propozycją. Spotkanie się z aktorami i pracownikami Teatru Pantomimy to niezwykle podniecająca sprawa. Przecież mój ojciec w czasach młodości często-gęsto tutaj udzielał się i pracował.

Zdenka Pszczołowska: Naprawdę? Nie wiedziałam o tym.

Błażej Peszek: Tak. Dla mnie to coś kompletnie niezwykłego i nowego. Nawet pomimo tego, że tym razem również tworzę w sferze werbalnej, bo ta część spektaklu, ten jego odcinek, którym się zaopiekowałem, będzie mówiony przez aktorów.

A czy Ty, Zdenko, miałaś moment zawahania?

Zdenka Pszczołowska: Bardzo się ucieszyłam na to zaproszenie. Miałam moment zawahania, ale nie chodziło o to, czy zgodzić się, czy nie. Tylko raczej o to, co z tym zrobić. W końcu to inny język. W polu moich zainteresowań zawsze obecny był teatr tańca i w ogóle ruch. Sama też tańczę. Od razu zaczęłam myśleć o tym, jak połączyć pantomimę z choreografią. W tym celu zaprosiłam do współpracy Oskara Malinowskiego. Początkowo u mnie też miały pojawiać się pojedyncze słowa wypowiadane przez aktorów, ale ostatecznie to muzycy będą wplatać tekst w audiosferę. Pantomima z elementami tańca i słowa.

Piotr Soroka: Mnie akurat w ogóle nie trzeba było przekonywać. Kiedy od Agnieszki Charkot padła propozycja realizacji Ballad i romansów z możliwością wyboru konkretnej ballady, to zacząłem rozglądać się za tą, która daje największe pole do poszukiwania w tym, co i jak czują ludzie. Po to właśnie, żeby obejść te słowa. U Mickiewicza wszystko jest już napisane, a my tylko, nie chcę powiedzieć, że ilustrujemy, tylko zastanawiamy się, jakby to mogło być. Jak taka Karusia mogłaby to spotkanie z duchem swego umarłego kochanka przeżywać. Spotkanie albo jego brak, bo oprócz wielkiej, szalonej miłości dla mnie jest to również historia o odchodzeniu i radzeniu sobie z tym.  

Mówimy o Romantyczności. A pozostali, jakim kluczem dobieraliście ballady?

Zdenka Pszczołowska: Niesamowite jest to, że chociaż każdy z nas zastanawiał się nad tym osobno, wybory, których dokonaliśmy, dramaturgicznie świetnie się nawzajem dopełniają. Ja wybrałam balladę Świteź. A odpowiedź na pytanie dlaczego nie jest taka prosta albo właśnie jest bardzo prosta. U mnie zawsze zaczyna się od intuicji, więc mogłabym na tym, na dobrą sprawę, zakończyć odpowiedź. Ale później, oczywiście, przyszedł namysł i zaciekawienie zaklętą w tekście historią. Zainteresowało mnie rekonstruowanie tego, co się działo i co się kryje za tym zdawkowym opisem, który skupiał się na urodzie jeziora i zarysowaniu legendy. Nie wiemy przecież, kim byli ci ludzie, te kobiety, które, bojąc się trafić w ręce oblegających miasto najeźdźców, modliły się o śmierć. Ta przyszła w postaci wody. W ten sposób na miejscu zatopionego miasta powstało jezioro Świteź.   

To jedyny utwór, w którym w tak jawny sposób występuje wątek wojny. W dzisiejszych czasach trudno nie czynić tu pewnych odniesień.

Zdenka Pszczołowska: Faktycznie wojna jest istotna przez obecny kontekst polityczno-społeczny, ale nie zmierzamy w kierunku teatru publicystycznego czy też z założenia politycznego. Rekonstrukcja świata mickiewiczowskiego, do którego autor nie daje nam łatwego dostępu, to nasz klucz, a w tym świecie, rzeczywiście, obecne jest też piekło wojny.  
 
Romantyczność, Świteź i Lilije. Dlaczego Lilije?

Błażej Peszek: Były dwa powody. Po pierwsze, ten tekst, można tak powiedzieć, towarzyszył mi od małego. Pani, która się mną opiekowała, kiedy byłem dzieckiem, śpiewała mi taką przerażającą pieśń ludową. Śpiewała o tym, jak brat nękał swoją siostrę, która na końcu z zemsty podała mu na patelni pokrojoną żmiję. Była to mroczna i mistyczna rzecz, podobna do tych Liliji. Miałem więc taki link z moim dzieciństwem, ze światem duchów, za którym zawsze jakoś tęsknię. Druga sprawa - Lilije to niezwykła historia, kryminalna i skandaliczna. Historia rozdwojenia i niemożliwego wyboru. W obawie przed śmiercią, przed karą kobieta popełnia mord w afekcie. Zabija męża. Nie chcę tu absolutnie pochwalać zbrodni, ale lęk bohaterki może być poniekąd zrozumiały nawet i dziś. Wiemy doskonale, w jakich czasach żyjemy. W Iranie, dla przykładu, nie tak dawno pobito kobietę za to tylko, że wysunął się jej pukiel włosów spod hidżabu. Pobito ją tak mocno, że niedługo potem zmarła w szpitalu.  

Niesamowitość tego projektu polega na tym, że został on podzielony na trzy odcinki. Jak to będzie wyglądało?

Piotr Soroka: Pomysł był taki, żeby jedna ballada bezpośrednio wchodziła w drugą. „Serialowość” polegałaby na tym, że postacie z każdej z części będą sygnalizowane w każdej poprzedzającej albo w następnej. To jest eksperyment, który powinien sprawdzić nas samych, naszą komunikatywność oraz to, jak umiemy wypracować kompromis i wpuścić do swojej twórczości kolegę czy koleżankę z ich bardzo osobistym przebiegiem myślowym. Kiedy tu rozmawiamy dzisiaj, jesteśmy jeszcze przed tym spotkaniem, więc trudno mi powiedzieć, jak się to potoczy.

Błażej Peszek: Zapraszam do swojego świata.

Mówiąc współczesnym językiem, tworzycie Uniwersum Mickiewicza.

Zdenka Pszczołowska: Ja bym powiedziała, że to, co będziemy prezentować, ma trochę formę maratonu.
 
Piotr Soroka: Dlatego zdecydowaliśmy na ten wspólny tytuł Ballady i romanse.

Nie zaplanowano przerw między odcinkami?

Zdenka Pszczołowska: Nie.

A jak wam się współpracowało?

Zdenka Pszczołowska: Kontaktowaliśmy się ze sobą w różnych sprawach, od ogólnej koncepcji poczynając. Później już, w trakcie, ustalaliśmy, kto i co może zaczerpnąć od pozostałych. Jaki rekwizyt, na przykład, z części Błażeja może się pojawić u mnie czy u Piotra. Jesteśmy więc jednocześnie autonomiczni i trochę zależni w tym procesie. Wiem, że to się wydaje prowadzić do impasu, lecz wbrew pozorom to bardzo dobrze działa.

Błażej Peszek: Jak ja was słucham, to jestem strasznie szczęśliwy i podniecony, że te światy naprawdę będą się dla widza uzupełniać.

Zdenka Pszczołowska: Tak, ja też tak myślę. Bardzo jestem ciekawa wyniku końcowego. U mnie jest część „ruchowa” i „militarna”. Nie wiem, tak tylko sobie teraz fantazjuję, ale u ciebie, Błażej, mógłby na przykład pojawić się ruch z mojej części. Jeden z aktorów mógłby zacytować kawałek choreografii.

Błażej Peszek: W końcu w mojej części bracia wracają z wojny.

Zdenka Pszczołowska: No właśnie, niech to będzie taki powidok. Wracamy do tego, że te historie się nawzajem oświetlą na wielu poziomach - problemowym, językowym (mam na myśli język teatralny) czy też narracyjnym.

Jak się wam więc ostatecznie przekładało tego Mickiewicza na ruch i czy nie było tak, że niektóre pierwotne założenia musiały zostać odrzucone?

Błażej Peszek: U mnie tego problemu nie ma, ponieważ, jak już wspomniałem, nie dążę do przeprowadzenia tej historii w całości językiem pantomimy. Próbuję uruchomić aktora w „sposób dramatyczny”, z radością i zachwytem obserwując jednocześnie, jak koledzy aktorzy wypełniają moje zadania własną organicznością, własnym ciałem i ruchem.

Piotr Soroka: W moim przypadku było trochę łatwiej. To wynika z tego, że Karusia cały czas przeżywa to spotkanie z duchem Jasia. Ale zadaję sobie pytanie, czy jesteśmy romantyczni i co znaczy dzisiaj być romantycznym? Czy dwieście lat temu było łatwiej, czy nam teraz jest łatwiej? Wydaję mi się, że romantyzm jest o ponoszeniu ryzyka. Tu jako pierwsze decyduje serce i dopiero później włącza się myślenie, jakie konsekwencje mogę z tego powodu ponieść. Szaleństwo, które mnie najbardziej w Karusi pociąga, polega na tym, że ona nie do końca wie, czy go widzi, czy też nie. Czy ona z nim jest, czy nie. Miota się między byciem tu i teraz, tym, co mówią mieszkańcy miasteczka, tym, co mówi narrator, a tym, co mówi mędrzec. To było to szaleństwo. Próbowałem zgłębić to i zostawić odbiorców z pytaniem, czy są gotowi, żeby skakać na równie głęboką wodę, wpaść w miłosny trans, czy w mikroapartamentach spłacanych w ratach mamy przestrzeń na uczucie, które nas odrywa od rzeczywistości?

Czyli byłby to nadal manifest romantyzmu?

Piotr Soroka: Jestem daleki od manifestu, a jednocześnie muszę przyznać, że dopuściłem do siebie ideę romantyzmu znacznie bliżej, niż mi się wydawało, że dopuszczę.

A było coś, z czym u Mickiewicza chciało się wam podyskutować?

Błażej Peszek: Trudno mi dokładnie powiedzieć, co Mickiewicz miał na myśli, pisząc Lilije. Nie ulega natomiast wątpliwości, że ta historia potępia postępek głównej bohaterki - żony i morderczyni. Z tym akurat próbuję polemizować. Jak powiedziałem, absolutnie nie pochwalam morderstwa, chciałbym jednakowoż zrozumieć jej motywacje. Przyjrzeć się jej racjom.

Zdenka Pszczołowska: Mnie się bardzo to podoba w twoim myśleniu. Nie dzielisz świata na dobro i zło. Tylko się przyglądasz strefie...

Błażej Peszek: ...szarej. U Mickiewicza rzecz dzieje się w czasach naprawdę zamierzchłych, gdy słusznie lub niesłusznie oskarżoną kobietę sadzono nago na ośle i pędzono przez miasto ku uciesze gawędzi, która chętnie rzucała w nią kamieniami. Albo publicznie katowano ją pod pręgierzem. Dlaczego więc nie uwzględnić jej perspektywy? Starałem się to uczynić w swoim odcinku. Zmieniłem też jego zakończenie. W oryginale z zaświatów powraca żądny zemsty mąż i porywa wszystkich winowajców do piekła. Ja tego nie robię. Zostawiam sprawę otwartą.

Czy powszechne w tym roku sięganie po Ballady i romanse sprawi, że w teatrze więcej będzie romantyzmu, który mówi o namiętnościach, o sprawach mrocznych i sensacyjnych? Czy też za chwilę, jak już uczcimy dwóchsetlecie wydania tego dzieła, powrócimy do robienia kolejnych Dziadów?

Zdenka Pszczołowska: Nie wiem, czy jest na to szansa, ale chciałabym oglądać w teatrze więcej historii (używam tego słowa w sposób umowny) o człowieku i blisko człowieka. Sama jestem zmęczona teatrem politycznym, choć daleka jestem od jego bagatelizowania. Teatr polityczny porusza ważne sprawy, uruchamia namysł nad polską tożsamością. Z pierwszego wykształcenia jestem literaturoznawczynią i dobrze znam romantyzm. Zawsze najbardziej interesowały mnie w nim te aspekty, które bliższe były sferze emocjonalności niż całej historiozofii mesjanizmu. To, co dotyka światów nadprzyrodzonych, podań ludowych, sięga do folkloru. Tu widzę duży potencjał i widzę też taką potrzebę zarówno w odbiorcach, jak i w artystach. Oczywiście nie mogę generalizować. Jednak nawet jeżeli nie będziemy celowo realizować programów artystycznych opartych na myśleniu politycznym, to i tak to się będzie, chociażby przez kontekst, ciągle wydobywało. Zbliżajmy się do człowieka, emocji i namiętności.

Piotr Soroka: Te akurat kwestie emocjonalności i namiętności, czyli tego, jak czujemy i co czujemy, świetnie się da zrealizować w pantomimie. W tej „sztuce naiwnej”, jak nazywał ją Henryk Tomaszewski. Bo jeżeli ja zacznę zwyczajnie opowiadać o swoich emocjach, to po chwili to się robi płaskie i nie do zniesienia. Ale kiedy jest ten bezpieczny dystans, który gwarantuje cisza, czyli niewypowiadanie słów, to widz jest na tej emocjonalności skupiony i tym chętniej za nią podąża.

19-10-2022

 

Zdenka Pszczołowska – dramaturżka i reżyserka, absolwentka komparatystyki literackiej i performatyki przedstawień na Uniwersytecie Jagiellońskim, studentka na Wydziale Reżyserii Dramatu AST im. S. Wyspiańskiego w Krakowie i doktorantka w Katedrze Performatyki Przedstawień UJ. Autorka dramatu Fabrykantka wydanego przez Stary Teatr w antologii Nasz głos. Współproducentka inicjatywy Wku***Ona.Tv, w ramach której powstały kobiece performanse-manifesty, reżyserka jednego z nich: (U)tracony gniew na podstawie tekstu Joanny Bednarczyk. Laureatka konkursów: OFF: Premiery/Prezentacje (Jak twoja choroba wpływa na seksualność? U T O P I E w Teatrze Ósmego Dnia), Stypendium Twórczego Miasta Krakowa (2021) oraz konkursu SzekspirOFF Prezentacje (2021, z Anną Oramus).

Piotr Soroka – reżyser, twórca ruchu scenicznego, animator kultury. Absolwent animacji kultury na Uniwersytecie Zielonogórskim i kursu choreografii scenicznej w Artystycznej Alternatywie w Krakowie, student reżyserii teatru lalek wrocławskiej filii AST im. S. Wyspiańskiego. Laureat Grand Prix konkursu Nurtu Off 41. Przeglądu Piosenki Aktorskiej za spektakl Najczęściej zadawane pytania. Rewia Drag Queen oraz nagrody Kreatywni Wrocławia 2016. Współzałożyciel kolektywu Novy Ruch Teatr. Stale współpracuje z Kadrą Narodową Woltyżerki Sportowej Juniorów.

Błażej Peszek – aktor, reżyser i pedagog. W 1993 ukończył PWST w Krakowie, a następnie rozpoczął współpracę z Dorotą Pomykałą w Studio Aktorskim w Katowicach, gdzie nauczał aktorstwa. Przez kilkanaście lat prowadził zajęcia ze scen, prozy i improwizacji na Wydziale Teatru Tańca AST im. S. Wyspiańskiego. Obecnie wykłada na Wydziale Aktorskim w krakowskiej AST oraz prowadzi zajęcia aktorskie i z reżyserii operowej w Akademii Muzycznej im. Krzysztofa Pendereckiego w Krakowie. Od 2003 roku jest aktorem w Narodowym Starym Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej. Trenował kickboxing, ukończył szkolenie z zakresu sztuk walki w Klasztorze Shaolin.


skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę: