AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

„Będzie burza?”

Koło Sprawy Bożej, reż. Radek Stępień, Teatr Wybrzeże w Gdańsku
Absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego, doktor nauk humanistycznych. Referentka krajowych i międzynarodowych konferencji naukowych poświęconych literaturze i kulturze. Publikowała m.in. w internetowym „Dzienniku Teatralnym” oraz w miesięczniku „Teatr”. Współpracowała z Centrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia” i Nadbałtyckim Centrum Kultury w Gdańsku. Mieszka w Gdyni.
A A A
fot. Krzysztof Bieliński  

Uwaga, spoiler! Nie będzie. Będą błyski, grzmoty, raz nawet huknie potężnie, jednak tej prawdziwej, oczyszczającej nawałnicy Koło Sprawy Bożej nie przyniesie. Dramat Konrada Hetela wyreżyserowany w Teatrze Wybrzeże przez Radka Stępnia podejmuje temat polskiego romantyzmu, z którym współcześnie (jeszcze? już?) nie bardzo potrafimy sobie poradzić, załatwiamy go więc powierzchownymi, wytrychowymi hasłami. Tekst Hetela niczego w tej kwestii nie zmienia, śmiem twierdzić, że chwilami mocno ugruntowuje naskórkowe przekonania, pompuje politycznie przydatne mity i cementuje memiczne historyjki.  


Przedstawienie oglądamy w Starej Aptece, której scenę Paweł Paciorek i Konrad Hetel zamienili w klaustrofobiczne poddasze: z częściowo pochylonym sufitem, niewielkim oknem w centralnym punkcie ściany zasłaniającej głębię sceny, z drewnianymi belami podtrzymującymi stropy, z mnóstwem przykurzonych skrzyń. W tej dusznej, ciemnawej przestrzeni z namaszczeniem zapala fajkę Juliusz Słowacki (Paweł Pogorzałek), któremu towarzyszyć zaczyna po chwili wybudzony ze snu, gramolący się z podłogi Seweryn Goszczyński (Robert Ciszewski). Z dość zdawkowej konwersacji obu dowiadujemy się, że zaniedbany strych mieści się w jednej z francuskich kamienic, którą polistopadowi emigranci obrali za miejsce tajemnego spotkania Koła Sprawy Bożej. To zaś rozpocznie się z chwilą przybycia reszty zaproszonych. Nudę oczekiwania i wieczorną duchotę umilają sobie Słowacki i Goszczyński rozmową, która dość szybko przybiera tony pasywno-agresywne. Ich źródłem są (a jakże!) egzaltowane sny o potędze Słowackiego, który nawet we wspomnieniu podróży musi popisywać się stawianiem pięknego kościoła. Z czterema niemal tuzinami kolumn.

Pierwsze sceny przedstawienia – z jednej strony dość statyczne, nawet monotonne, z drugiej jednak pulsujące oczekiwaniem na nieznane – budują dość specyficzną atmosferę, przyjemnie miksującą ironię i grozę. Bawią uszczypliwości i kąsania, którymi obrzucają się Słowacki i Goszczyński, ale jednak traktujemy je jako preludium do dalszych wydarzeń dusznej nocy, zapowiadających się – wierzymy – już nie tak beztrosko i zabawnie. Napięcie podkręca nagłe przybycie Celiny Mickiewiczowej (Karolina Kowalska), która wpada na kamieniczny strych w czerni i w naddatku lśniących, biżuteryjnych ozdóbek (stylizowane na stroje z epoki kostiumy zaprojektowała Aleksandra Harasimowicz). Nieprzewidywalna w swoich ruchach, nieustannie przemieszczająca się po niewielkim strychu Celina przywołuje na myśl nocnego owada, który krążąc między bohaterami, zwiastuje rychłe nieszczęście. „Będzie klątwa!” – grzmi bohaterka, a ów okrzyk, synchroniczny ze złowrogimi hukami zza przydymionej okiennej szyby, bezpowrotnie wpycha przedstawienie w ramy naznaczonej horrorowym sznytem komedii i ujawnia nadrzędny dla przedstawienia Stępnia wątek, czyli… zazdrość, którą pragnący sławy i chwały Słowacki żywi do Mickiewicza. Kolejna nocna gościni – Karolina Towiańska grana przez Joannę-Kreft Bakę – tylko ten obszar „znaczeń” (zawiść i zanurzoną w niej doszczętnie figurę Słowackiego) intensyfikuje. Gdzieś tam w dalekim tle majaczą wszystkie te „sprawy”, niepokoje i pragnienia, z powodu których doszło do nocnego spotkania: głębokie skonfliktowanie emigracyjnej wspólnoty, narodowowyzwoleńcze ambicje, marazm i pustka emigracyjnej egzystencji, bluźniercza niemal wiara w misyjność polskiego narodu. Żadna z tych potencjalnych narracji nie przekroczy jednak ram dowcipu. Ostatni goście nocnego zebrania – Mickiewicz w kreacji Michała Jarosa i Towiański grany przez Macieja Konopińskiego – nie wprowadzą w obręb scenicznego świata żadnego dekonstruującego pytania, żadnej wątpliwości, nie dokonają żadnych przesunięć czy transformacji. Co zaskakujące, noc spotkania Koła okazuje się być teatralnym odtworzeniem jednego z najbardziej enigmatycznych zdarzeń w historii Wielkiej Emigracji – „Aktu Chodźki”, czyli listu do cara Mikołaja I z roku 1844, w którym towiańczycy określali stosunek Polaków i Rosjan „w duchu chrześcijańskiej miłości”. Pismo wstrząsnęło częścią wspólnoty, gwałtownie przeciw niemu zaprotestował wówczas Słowacki. W gdańskim przedstawieniu treść owego listu zdaje się być wytworem megalomaństwa podsyconego chwilowym działaniem używki (zabawna przez krótki moment scena wspólnego „palenia zioła”), a stylizowany na karnawałową wersję Wielkiej Improwizacji monolog Towiańskiego odziera postać z jakiejkolwiek tajemnicy, pozostawiając figurę śmiesznego hochsztaplera w dziurawej skarpecie. Mnie to uproszczenie nie przekonuje i raczej jestem skłonna widzieć w nim interpretacyjną bezradność. Śmiejemy się z tego, co już przepracowaliśmy. Obśmiewamy z kolei to, czego wciąż się obawiamy, z czym sobie nie radzimy.  

„Za sto, dwieście lat Polacy będą ludźmi wymyślonymi przeze mnie, rozumiesz to?” – wykrzykuje Mickiewicz. To jeden z kilku mocnych fragmentów gdańskiego przedstawienia, w których opowieść Hetela kieruje się w stronę fundamentów naszej zbiorowej wyobraźni i zahacza o idee odpowiedzialne za jej architekturę, o żywotność romantycznej mitologii, jej stworzycieli i dystrybutorów. Okrzyk Brata-Wieszcza jest częścią najbardziej dynamicznego fragmentu przedstawienia: sceny, w której rozjuszeni nieposłuszeństwem Słowackiego towiańczycy chcą ukrzyżować sceptycznego Jula. Można ten groteskowy fragment z poetami walczącymi o pierwszeństwo w męczeństwie interpretować jako obraz współczesnego przekładania romantycznej myśli na rzeczywistość społeczną, polityczną. Wielka szkoda, że wszystkie konteksty, obciążenia semantyczne tej sceny rozmywają się pod naporem „puszczających oko” zagajeń o „lektury nie dla idiotów” czy „drożyznę”.

„Rzekę pamiętacie, oczy Mistrza pamiętacie, a słów żeście zapomnieli?” – dziwi się Słowacki zdefektowanemu wspomnieniu Goszczyńskiego. Cóż – ja oczy Mistrza zapamiętałam, Maciej Konopiński stworzył świetną postać demonicznego cwaniaka. Z wielką przyjemnością ogląda się w gdańskim przedstawieniu Pawła Pogorzałka w świetnej roli Słowackiego. Bardzo dobrze wypadła pozostała część zespołu, nawet wykonawczynie pobieżnie rozpisanych ról Mickiewiczowej i Towiańskiej. Zwraca uwagę dopracowana plastyka przedstawienia – scenografia, reżyseria świateł, wyśmienite kostiumy. Bardzo dobrze dopełnia ten krajobraz muzyka Bartosza Dziadosza.

„Mistrz tyle razy powtarzał, że u nas sen przecież jak busola” – słyszymy w pierwszych fragmentach Koła Sprawy Bożej. Gdański sen (niespodziewany finał przedstawienia jako zabieg fabularny mocno w duchu przekornej wyobraźni Słowackiego uważam za udany) droczy się z nami i przez moment nas zwodzi, obiecując, robiąc nadzieję na jakieś wskazania czy propozycje do dyskusji. Bo gdańskie przedstawienie trochę chce być komedią, a trochę nie. I mimo kilku ciekawie pomyślanych momentów, mimo reżyserskich starań wytworzenia na scenie napięcia, dwuznaczności, ambiwalencji – nic z tego. Burzy nie będzie.

04-11-2022

Teatr Wybrzeże w Gdańsku
Konrad Hetel
Koło Sprawy Bożej
dramaturgia: Konrad Hetel
reżyseria: Radek Stępień
scenografia: Konrad Hetel, Paweł Paciorek
kostiumy: Aleksandra Harasimowicz
muzyka: Bartosz Dziadosz
światła: Klaudyna Schubert
obsada: Robert Ciszewski, Paweł Pogorzałek, Karolina Kowalska, Joanna Kreft-Baka, Michał Jaros, Maciej Konopiński
premiera: 14.10.2022

galeria zdjęć Koło Sprawy Bożej, reż. Radek Stępień , Teatr Wybrzeże w Gdańsku Koło Sprawy Bożej, reż. Radek Stępień , Teatr Wybrzeże w Gdańsku Koło Sprawy Bożej, reż. Radek Stępień , Teatr Wybrzeże w Gdańsku Koło Sprawy Bożej, reż. Radek Stępień , Teatr Wybrzeże w Gdańsku ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę: