AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Jeszcze nie czas

Haga, reż. Sasza Denisowa, Teatr Polski w Poznaniu
fot. Magda Hueckel  

Spektakl, który na podstawie napisanej przez siebie sztuki wyreżyserowała w Teatrze Polskim w Poznaniu Sasza Denisowa, to życzeniowa projekcja przyszłości, w której Putin i dziewięcioro innych osób tworzących i wspierających rosyjski system władzy postawionych zostaje przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym. Wizja ta tworzona jest na scenie w ramie narracji ukraińskiej Dziewczynki (Anna Springer). Na wstępie skrótowo relacjonuje ona wydarzenia z perspektywy faktów dokonanych: wspomina wybuch wojny, mówi o klęsce Rosji oraz o aresztowaniu „wszystkich przestępców”, którzy trafili do aresztu w Hadze. Tam właśnie spotykamy dziesięć osób obarczanych odpowiedzialnością za rosyjskie zbrodnie wojenne w Ukrainie. Dziewczynka prezentuje każdą z nich, rzucając światło na postaci współtworzące rosyjski reżim. Obok rozpoznawalnych: Siergieja Szojgu (ministra obrony Federacji Rosyjskiej – Mariusz Adamski), Ramzana Kadyrowa (czeczeńskiego polityka i dowódcy – Mariusz Adamski) i Jewgienija Prigożyna (założyciela Grupy Wagnera – Piotr B. Dąbrowski) w teatralnym więzieniu znajdują się także: Walentina Matwijenko (przewodnicząca Rady Federacji Rosyjskiej, izby wyższej parlamentu – Kornelia Trawkowska), Margarita Simonjan (gwiazda reżimowych mediów – Monika Roszko), Siergiej Surowikin (generał, dowódca wojskowy – Piotr Kaźmierczak), Nikołaj Patruszew (szef Służby Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej – Michał Kaleta), Władisław Surkow (były doradca i propagandzista Putina – Paweł Siwiak) oraz Jurij Kowalczuk (oligarcha, właściciel Banku Rossija – Andrzej Szubski). To reprezentanci i reprezentantki rosyjskich elit – osoby na wysokich stanowiskach państwowych, wspierani przez reżim przyjaciele Putina, którego przychylność otworzyła im drogę do fortun, władzy, szarż generalskich albo wysokiej pozycji w mediach. Na sam koniec prezentacji, tryumfalnie, z towarzyszeniem dźwięków rosyjskiego hymnu, dołącza do nich sam Władimir Putin (Barbara Krasińska) – nadal jako dumny władca największego kraju świata. Narracja Dziewczynki przeplatana jest wypowiedziami kolejnych postaci, które podtrzymują swoje osobiste mitologie, usprawiedliwiają się i wzajemnie oskarżają. Choć wypowiadają się z różnych perspektyw, pozostają piewcami Wielkiej Rosji. Dramatyczna prezentacja będzie wytrącać z ich rąk kolejne argumenty. Negacja rosyjskiego imperializmu jest tym, co udało się w Hadze najlepiej. Spektakl próbował jednak podjąć znacznie szerszy zakres wyzwań, w których okazał się nieskuteczny.

Przedstawienie Denisowej jedynie pozornie projektuje wizję sprawiedliwości czekającej zbrodniarzy odpowiedzialnych za trwającą od ponad roku wojnę w Ukrainie. Haga rzekomo ukazuje sąd nad osobami, które ją wywołały, w rzeczywistości będąc tylko próbą pomniejszenia, a nawet zniwelowania grozy tego konfliktu poprzez ich ośmieszenie. Czy takie przedstawienie potrzebne jest dzisiaj w Polsce? Czemu ma służyć? Chociaż tytuł sugeruje, że widzowie staną się świadkami procesu najważniejszych rosyjskich polityków, nie zostaje on przeprowadzony. Publiczność nie poznaje uwarunkowań prawnych, które – być może, w nieokreślonej przyszłości – mogłyby pozwolić na orzeczenie winy głównych podejrzanych, łącznie z prezydentem Federacji Rosyjskiej. Wydany 17 marca przez Międzynarodowy Trybunał Karny nakaz aresztowania Putina sugeruje, że taka perspektywa mogłaby być uzasadniona. Tymczasem poznajemy strategie, które oskarżonym mają pomóc oczyścić się z zarzutów, widzimy groteskowy obraz zbrodniarzy będący projekcją świadomości ukraińskiej Dziewczynki i słuchamy retorycznych popisów prokuratorki i adwokata, które okazują się całkiem jałowe i nieprzekonujące – skoro żadne z nich nie wierzy w sprawiedliwość, nie uwierzy w nią też publiczność. Kto jest sędzią w tej sprawie? Czy to Dziewczynka, co sugerowałby trzymany przez nią sędziowski młotek? Publiczność? Międzynarodowa opinia publiczna? Ukraińskie ofiary rosyjskich ataków? A może sami oskarżeni mają być sędziami we własnej sprawie? Wobec tych pytań, na które nie uzyskujemy odpowiedzi, mechanizm teatralnego sądu okazuje czysto retoryczny, wyrok zaś nie ma znaczenia, z góry potwierdzając tylko przeczucia tych, którzy widzą się po jasnej stronie mocy.

W spektaklu Denisowej wszystko dzieje się na pokaz. Widzów śmieszyć mają charakterystyczne miny, dziwaczne tiki i specyficzne gesty, które pospołu z mocną, wyraźnie zaznaczoną charakteryzacją sprawiają, że większość obecnych na scenie postaci jawi się jako karykatury swoich pierwowzorów. Ponieważ dominują wśród nich członkowie i członkinie elity władzy współczesnej Rosji, czujemy się upoważnieni do bezkarnego śmiechu, wycelowanego w każdego i każdą z nich. Nie od dziś wiadomo, że śmiech może być skutecznym narzędziem oporu, wyrazem buntu i sposobem na ocalenie poddawanej presji podmiotowości, którą ktoś stara się zdeptać. Jednak co nam – polskiej publiczności teatralnej oglądającej ten spektakl w drugim roku agresji rosyjskiej na całym terytorium Ukrainy – przyjdzie z patrzenia na Putina i jego świtę prezentowanych jako kompania groteskowych błaznów, którzy w holenderskim więzieniu czują się jak w sanatorium o niższym standardzie niż ten, do którego przywykli, a jednak nadal żyjących mrzonkami na temat własnej wielkości i na temat światowego spisku przeciwko ich świętej Mateczce Rosji? Niewiele.

Śmiech może wzmacniać opór i dodawać otuchy. Jednak osoby siedzące na widowni poznańskiego teatru i chichoczące w trakcie spektaklu prezentowanego w tym samym czasie, kiedy w Ukrainie giną kolejni żołnierze i osoby cywilne, nie są prawdziwymi ofiarami tej wojny. To nie my musimy „jakoś się trzymać” mimo tragicznych okoliczności. Nie my odpowiadamy za realny opór przeciw rosyjskiej inwazji niosącej śmierć tak wielu osób. Dlaczego więc to właśnie my mielibyśmy wzmacniać swoją waleczność, śmiejąc z tych, którzy ją wywołali? Czy sytuacja Ukrainek i Ukraińców, którzy giną na froncie, na ulicach swoich miast i we własnych domach, których dzieci wywożone są w głąb Rosji i których majątek rozkradany jest przez rosyjskich bandytów w mundurach, poprawi się dzięki temu, że uznamy ich wrogów za szarlatanów, manipulatorów i nieudaczników? Nie mam nic przeciwko prostemu, kabaretowemu komizmowi na teatralnej scenie. Jednak pozy i dowcipy ze spektaklu Denisowej bawią mnie nieszczególnie, pozostawiając raczej gorycz i narastające poczucie niepokoju. Rozumiem przyjętą konwencję, podziwiam scenografię, charakteryzację oraz pracę aktorów i aktorek zaangażowanych w pracę nad tym przedstawieniem. Jednak ani upływający od premiery czas, ani coraz liczniejsze pozytywne recenzje nie łagodzą mojej narastającej nieufności wobec Hagi.

Sztuka Denisowej niczego nie wyjaśnia, nie wskazuje możliwych rozwiązań ani nie kieruje uwagi na prawo międzynarodowe. W spektaklu nie wybrzmiewają nawet oskarżenia, dające szansę na połączenie zbrodni dokonywanych przez rosyjskie wojsko wobec Ukraińców i Ukrainek z konkretnymi osobami z politycznej wierchuszki Moskwy, co byłoby jedyną szansą na realne osądzenie ich win. Zamiast tego prokuratorka Julian Anderson (Katarzyna Pilichowska) deklaruje we wstępnej mowie: „Dziś osądzimy nie tylko jednostki, ale całe państwo, system społeczny, który doprowadził do potwornej wojny”. Czyżby postać ta nie wiedziała, że kompetencje i zakres działania Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze są inne? Zapowiedź osądzenia systemu to pusty chwyt retoryczny. Jego wartość jest podobna, jednak siła oddziaływania mniejsza niż oskarżenia formułowane wobec Zachodu przez rosyjskiego generała armii, Nikołaja Patruszewa. Grający tę postać Michał Kaleta przekonująco powtarza różnorodne teorie spiskowe, wspomina zaangażowanie ZSRR w czasie drugiej wojny światowej i wypomina światu ówczesną bierność, którą zestawia z milczeniem po zajęciu Krymu przez Rosję. Aktorski talent Kalety sprawia, że zarzuty tej postaci wybrzmiewają silniej niż jakiekolwiek inne. Kto jest więc głównym oskarżonym w spektaklu Saszy Denisowej? Rosja, Zachód, czy my, którzy jej spektakl oglądamy? A może Haga w Teatrze Polskim miała być rachunkiem sumienia samej reżyserki, której – jak mówi w wywiadach – aneksja Krymu i działania Rosji w Donbasie nie przeszkadzały w realizacji własnych celów na scenach moskiewskich teatrów i która zdecydowała się opuścić ten kraj kilka dni po eskalacji inwazji 24 lutego zeszłego roku?

Zdaję sobie sprawę, że niewybredne memy, suchary i dwuznaczne dowcipy stały się w Ukrainie orężem przeciwko agresorom, którzy najechali ten kraj. Rozumiem też, że część jego mieszkańców i mieszkanek może uważać, że skuteczną bronią przeciwko grozie rosyjskiego imperium może być, na przykład, rozpowszechnianie grafik sugerujących stereotypową zniewieściałość Putina, który od lat kreował swój obraz samca alfa (jak wizerunki prezydenta Rosji z wyzywającym makijażem podpisane „fuck Putin”). Wątpliwości wobec takich działań powstrzymują nawet Ziemowita Szczerka przed ich jednoznacznym skomentowaniem (https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,29493815,szczerek-od-poczatku-inwazji-na-ukraine-zanim-swiat-wyszedl.html), co upoważnia i mnie do wykonania uniku i zrezygnowania z krytycznego odniesienia się do – w większości celnej, czasem całkiem dowcipnej, a na pewno skutecznej – wojny na memy. Przyjmuję, podobnie jak autor Tatuażu z tryzubem, że Ukraińcy i Ukrainki mają prawo do tworzenia upraszczających, nawet wątpliwych etycznie ze względu na użyte środki manifestów, które dają im szansę na symboliczne wyładowanie swojej niechęci do agresorów i ośmieszenie ich. Nikomu nie odbieram prawa do prowadzenia informacyjnej walki i krzepienia serc z użyciem humoru. Jednak kiedy zespół Teatru Polskiego w spektaklu adresowanym raczej do polskiej publiczności ośmiesza rosyjski aparat władzy, opisując drogę karier jej dygnitarzy, przesycenie korupcją, nieudolność armii strzelającej do sygnalizacji świetlnych czy używającej – rzekomo – rozpadających się rakiet, muszę spytać, czy przy okazji nie deprecjonuje także jego ukraińskich ofiar?

Kluczem do zrozumienia koncepcji Denisowej jest status Dziewczynki w dramatycznej fabule. Czy jest ona jedną z ofiar rosyjskiej inwazji, która relacjonuje toczący się proces? Czy raczej, pozostając osobą zawieszoną poza czasem, tworzy fantastyczną wizję upragnionej i oczekiwanej sprawiedliwości? W jakiej roli obsadza się w swojej opowieści: świadka, prokuratora czy sędziego? Prawnicy – prokuratorka i adwokat oskarżonych, błyskotliwy James Nice (James Malcolm) – rezygnują ze swoich zadań, przekazując kompetencje i zebrane materiały Dziewczynce. Ona zaś zaprasza wszystkich do swojego domu. Przejście gwałtownie zmienia nastrój prezentacji. Jej matka (druga rola Moniki Roszko) z pogodnym smutkiem wita rosyjskich intruzów, prośbą, żeby weszli, dając wyraz chrześcijańskiego miłosierdzia. Proponuje herbatę z wody z roztopionego śniegu. Zagrożenie rakietowe traktuje jak warunki atmosferyczne, twierdząc, że nawet podczas ataku nic jej nie grozi. Konfrontacja z nią wystarczy, żeby zbrodniarze zaczęli się tłumaczyć. Przy okazji jednak realizują swój plan: nie tylko wskazują kozła ofiarnego, wspominają kielich goryczy i Golgotę, ale też – w domyśle – oczekują zmartwychwstania, a może i powtórnego przyjścia w chwale.

Co wynika z tego, że mamy szansę pośmiać się z Kadyrowa powtarzającego „LGBT, LGBT”, z sepleniącego Szojgu prezentowanego jako szaman z Tuwy, z Patruszewa, który twierdzi, że gęsi roznoszą wirusy wymierzone w Rosjan, czy z Simonjan opowiadającej, że kiedy występowała w telewizji, na plecach czuła lufę karabinu? Co daje nam niemal cyrkowa muzyka pomiędzy scenami? Po co wszystkie te wyolbrzymienia, pozy i miny, po co prześmiewcze odtańczenie przez aktorki i aktorów Jeziora łabędziego, dowcipy z Puszkina i Doktora Żywago? Skoro prawo okazuje się bezsilne, a nadzieja na sprawiedliwość pokładana jest jedynie w skruszonych sumieniach zbrodniarzy, projekcja ich pokuty i zadośćuczynienia jest jedynie mrzonką. Z czym więc zostawia nas Haga Denisowej? Z niczym więcej niż pustym śmiechem z lekceważonej potęgi Rosji, ale także z siebie samych. Kiedy w Ukrainie ciągle giną ludzie, a perspektywa przegranej i wycofania się agresora albo obalenia Putina przez samych Rosjan ciągle jest daleka, drwina z jego imperium wydaje się przedwczesna. Ukazywanie na scenie bezsilności prawa i bezradności Zachodu zaś – szkodliwe.

05-04-2023

Teatr Polski w Poznaniu
Sasza Denisowa
Haga
tłumaczenie: Agnieszka Lubomira Piotrowska
dramaturgia, reżyseria: Sasza Denisowa
scenografia: Konrad Hetel
kostiumy: Jan Kozikowski
muzyka: Jacek Jędrasik / Szymon Orfin
choreografia: Konstantin Chelkaev
wideo, reżyseria światła: Liubov Gorobiuk
obsada: Barbara Krasińska, Darya Nowik, Katarzyna Pilichowska, Monika Roszko, Anna Springer, Kornelia Trawkowska, Mariusz Adamski, Piotr B. Dąbrowski, Michał Kaleta, Piotr Kaźmierczak, James Malcolm, Jakub Papuga, Paweł Siwiak, Andrzej Szubski, Denis Kudijenko
premiera 24.02.2023

galeria zdjęć Haga, reż. Sasza Denisowa, Teatr Polski w Poznaniu Haga, reż. Sasza Denisowa, Teatr Polski w Poznaniu Haga, reż. Sasza Denisowa, Teatr Polski w Poznaniu Haga, reż. Sasza Denisowa, Teatr Polski w Poznaniu ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę:
komentarze (70)