AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Tak dokładnie wiedzieć, że się umrze…

Baczyński, reż. Andrzej Czernik, Teatr Eko Studio w Opolu
Doktor nauk humanistycznych, krytyk teatralny, członek redakcji portalu „Teatralny.pl”. Pisze dla „Teatru”, kwartalnika „nietak!t”, internetowego czasopisma „Performer” i „Dialogu”. Współautor e-booka Offologia dla opornych. Współorganizuje Festiwal Niezależnej Kultury Białoruskiej we Wrocławiu.
A A A
 

Tuż na wyciągnięcie ręki mały pokój w kompletnym bezładzie. Wygląda na to, że przez jedyne jego okno wdarł się nieokiełznany żywioł niepogody. Powyrywał firanki, przewrócił krzesło, porozrzucał książki i sterty pożółkłego papieru.

Przestrzeń stworzona przez Grzegorza Salomona na małej scenie Teatru Eko Studio świetnie współgra z retro-liryczną atmosferą otaczającej ją sali, będącej jednocześnie czymś na kształt foyer i muzeum. W jednym z jej kątów stoi czarne pianino. Na ścianach wiszą liczne obrazy. Jeżeli rozejrzymy się, naliczymy kilka starych odbiorników radiowych. No i kolekcja fotografii. Swoista kronika osiągnięć zespołu, wśród których dobrze pamiętam jedno – wystawienie Chłopów Reymonta pod gołym niebem Muzeum Wsi Opolskiej. Cztery spektakle na cztery pory roku. Niestety, nie miałem przyjemności zobaczyć tak wyjątkowego przedsięwzięcia na własne oczy, ale czytałem o nim przy okazji sporządzania mapy teatralnego offu.

Potem był Spacerownik Teatralny opracowany przez Huberta Michalaka – jedna z atrakcji zeszłorocznych Opolskich Konfrontacji Teatralnych. Podróżując piechotą po Opolu, zajrzeliśmy i do budynku przy ulicy Armii Krajowej. Z tego spotkania dobrze pamiętam opowieść dyrektora o tym, jak wierni, wytrwali i zadowoleni widzowie wspomnianego przedsięwzięcia, z powodu mrozu ubrani w rękawice, zamiast klaskać, hałaśliwie tupali, całą swoją aprobatę dla starań twórców przekierowując z serc w stopy. Wracam myślami do tej historii z wewnętrznym uśmiechem, ponieważ dokładnie tydzień temu w tymże Opolu oglądałem Chłopów Garbaczewskiego. Było to znowuż w ramach Opolskich Konfrontacji Teatralnych.

W tym wiosennym dniu o zupełnie letniej pogodzie widzów na spektaklu było, jeżeli się nie mylę, dokładnie dziewięciu. Tyle naliczyłem. Na scenie sam dyrektor, będący jednocześnie reżyserem spektaklu. Baczyński to jego autorski monodram. Pierwszy z serii, która poświęcona ma być „polskim poetom, ich życiu, twórczości, marzeniom”. W niej artyści Teatru Eko Studio zamierzają „w teatralny sposób przybliżyć sylwetki polskich poetów, którzy zapisali się na kartach historii polskiej literatury pięknej, ale również pokazać, jak bardzo są podobni w swoich tęsknotach, pragnieniach poglądach do młodych ludzi XXI wieku”.

Andrzej Czernik opowiada o poecie pokolenia Kolumbów jak o swoim starym dobrym przyjacielu. Być może rzeczywiście nim jest. W spektaklu to nie zostało wyraźnie wyartykułowane, lecz najprawdopodobniej zagadkową postacią na scenie jest Juliusz Wilczur-Garztecki. Aktor więc nie ukrywa szczególnej empatii, ciepła i zrozumienia wobec bohatera swych wspomnień i własnego zaangażowania w jego losy. Zadając sobie i nam kolejne trudne pytania, bywa zamyślony, skupiony, ale też roztargniony i błąkający myślami gdzieś daleko. Są też nieliczne fragmenty wyglądające tak, jakby aktor przeżywał powroty w przyszłość nieprzeznaczone dla cudzych uszu i oczu. Chwile szczególnie ważne, wypełnione melancholią i wzruszeniem. Lecz, na całe szczęście, nie ma w tym monotonii emocjonalnej. Od krótkich anegdotek Czernik z łatwością przechodzi do odczytywania obszernego fragmentu wspomnień poety z jego dzieciństwa, kończąc opowieść słowami – „napisał to, mając piętnaście lat”. W rzeczy samej, Gimnazjum imienia Boobalka I Baczyński, zafascynowany lekturą Ferdydurke Gombrowicza, napisał, sam będąc gimnazjalistą. W tym wieku napisał też swój pierwszy wiersz.

Swoją drogą zajmująco było widzieć Czernika takim wielomownym, ekspresyjnym, sugestywnym, skupiającym na sobie uwagę. Tydzień temu oprócz Chłopów program festiwalowy Klasyki Żywej prezentował spektakl Moralność Pani Dulskiej Teatru im. Jana Kochanowskiego, w którym aktor związany z tą placówką od ponad trzydziestu lat zagrał Pana Dulskiego. W całym przedstawieniu miał do powiedzenia tylko parę słów: „A niech was wszyscy diabli!”. Ale i bez słów nasycał scenę swoją obecnością.

Sztubackie przygody Baczyńskiego śmieszą niewielką część publiczności. Czernik, ubrany w czarny garnitur i takiż płaszcz, relacjonuje je niczym bajkę, żeby za chwilę ponownie powrócić do kreślenia sylwetki poety. Kiedy wspomniana zostaje wojna, na tylnej ścianie pokoju wyświetla się kolaż kronik dokumentalnych, zrymowanych za pomocą montażu z pięknymi obrazami natury, pomnikami poległych żołnierzy i nagraniami wierszy. Następujące po sobie fragmenty biograficzne, wiersze i nagrania składają się na nieskomplikowaną strukturę tego godzinnego monodramu.

O parze małżonków, czyli o Krzysztofie i Barbarze, Czerniak opowiada jak o własnych dzieciach. Cóż, byli młodzi i piękni. Kiedy poznali się, mieli zaledwie po dwadzieścia lat. Pobrali się po roku znajomości. To jej Baczyński poświęcał swoje erotyki. Wspomniawszy o tym, aktor sięga po kolejne leżące w bezładzie kartki i czyta:

Twych kroków korowody
w urojonych alejach,
twe odbicia u wody
jak w pragnieniach, w nadziejach.
Twoje usta u źródeł
to syte, to znów głodne,
i twój śmiech, i płakanie
nie odpłynie, zostanie.

Deszcz za oknem natomiast przypomina mu inny deszczowy dzień:

Deszcz jak siwe łodygi, szary szum,
a u okien smutek i konanie.
Taki deszcz kocham, taki szelest strun,
deszcz – życiu zmiłowanie.

Czerniak w nagraniu i na żywo czyta wiersze Baczyńskiego lekko, bez przesadnej emocjonalności, nieoczekiwanych interpretacji, czyli bez pretensji do odgadnięcia tajemnic serca poety. Zachowując dystans charakterystyczny dla tego, kto dotyka cudzej twórczości i nie ma zamiaru jej przyswajać, tylko przybliżyć ją innym. Nie mówi Baczyńskim, tylko oddaje mu głos:

W mojej ojczyźnie była wiosna
i maki kwitły w krople krwi;
w mojej ojczyźnie była wiosna,
słoneczna wiosna krwawych dni.

A dalej wydarzenia następują jedno po drugim w zawrotnym tempie. Partyzantka, pseudonim „Krzysztof” i akcja wykolejenia niemieckiego pociągu na odcinku Tłuszcz-Urle. Wreszcie powstanie warszawskie, które zastało Baczyńskiego przy placu Teatralnym. Mówiąc o tym, Czernik patrzy gdzieś w dal, jego okrągłe okulary pobłyskują, jakby widział przed sobą wszystko, o czym teraz opowiada: 

Oddzielili cię, syneczku, od snów, co jak motyl drżą,
haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią,
malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg,
wyszywali wisielcami drzew płynące morze.

Ostatni wiersz Baczyński napisał 13 lipca 1944 roku. Życie jego przerwał strzał snajpera. Wkrótce po nim zabita została Basia. Była w czwartym miesiącu ciąży. Skończywszy na tym, Czernik zbiera papiery. Wkłada je do własnej teczki. Zabiera płaszcz i kapelusz. Seans wspomnień jest zakończony. Na stoliku pozostaje czarno-białe zdjęcie poety. Młody chłopak. Właściwie, mógłby ktoś powiedzieć, dzieciak. Prosta arytmetyka podpowiada, że mógłby dożyć tego przedstawienia. Miałby wtedy 97 lat. Ile tomików wydałby jeszcze?

Kiedy wychodzę z teatru, dolatuje do mnie pochwycony przez ciepły wiatr ułamek rozmowy dwójki widzów: „Tak dokładnie wiedzieć, że się umrze…”.

25-05-2018

galeria zdjęć Baczyński, reż. Andrzej Czernik, Teatr Eko Studio w Opolu <i>Baczyński</i>, reż. Andrzej Czernik, Teatr Eko Studio w Opolu <i>Baczyński</i>, reż. Andrzej Czernik, Teatr Eko Studio w Opolu <i>Baczyński</i>, reż. Andrzej Czernik, Teatr Eko Studio w Opolu ZOBACZ WIĘCEJ
 

Teatr Eko Studio w Opolu
Baczyński
reżyseria i wykonanie: Andrzej Czernik
kompozycja światła, scenografia: Grzegorz Salamon
asystent reżysera, inspicjent, projekcje multimedialne: Ewa Kurczyna
premiera: 07.04.2018

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę:
komentarze (1)
  • Użytkownik niezalogowany  lech sliwonik
    lech sliwonik 2018-05-30   22:47:07
    Cytuj

    przykry przyadek - na grobie poety spotkali sie dwaj grafomani