AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Talent i rutyna

Wariacje enigmatyczne, reż. Artur Tyszkiewicz, Teatr Ateneum im. Stefana Jaracza w Warszawie
Doktor nauk humanistycznych. Wykładowca Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina. Absolwentka Wydziału Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej w Warszawie i Wydziału Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała w "Teatrze", którego była redaktorem, a także w "Dialogu" i "Więzi". Pracowała również jako sekretarz redakcji w wydawnictwie Świat Książki.
A A A
fot. Krzysztof Bieliński  

Wariacje enigmatyczne to partytura dla dwóch pierwszorzędnych aktorów. Nie bez powodu tytuł dramatu odsyła do dzieła brytyjskiego kompozytora Edwarda Williama Elgara. W założeniu Érica-Emmanuela Schmitta konstrukcja tekstu przywołuje utwór muzyczny, gdzie temat podlega nieustającym i zaskakującym transformacjom. Ponadto jeden z bohaterów słucha fragmentów wspomnianych Wariacji, a my jako audytorium robimy to razem z nim.

Utwór Schmitta, napisany w 1996 roku, ma blisko trzydziestoletnią historię realizacji na wielu scenach. Rolę Abla Znorko, ekscentrycznego, mizantropijnego pisarza, grali między innymi: Alain Delon (prapremiera), Klaus Maria Brandauer czy Donald Sutherland. W Teatrze Ateneum oglądamy doświadczonych aktorów o ugruntowanej pozycji: Krzysztofa Tyńca i Grzegorza Damięckiego.

Dramat Schmitta jest utworem tak dokładnie skonstruowanym, że nie tylko stwarza możliwości dla wykonawców, ale z tej samej przyczyny bywa ograniczeniem. Paradoksalnie z powodu swojej precyzyjności staje się przewidywalny. Jeśli na dodatek widz zna tekst i momenty zwrotne nie są dla niego zaskoczeniem, zadanie okazuje się jeszcze trudniejsze. Trzeba zbudować postaci, które wymykają się jednoznacznym ocenom, zmieniają się tak, jak temat tytułowych wariacji, ale też należy odnaleźć w utworze znanym i często scenicznie realizowanym inną, nową perspektywę, wlać w niego świeżą energię. Sam Schmitt tak komentował swoją twórczość dla teatru: „Nie pociąga mnie wielki teatr inscenizacji, ale (…) małe formy sceniczne, wymagające ogromnej precyzji warsztatowej. Tutaj nie można liczyć na spektakularne efekty, każdy najmniejszy fałsz jest natychmiast doskonale widoczny, więc od reżysera wymagana jest rzetelność i głęboka analiza postaci. Jestem pewien, że właśnie ta droga prowadzi do prawdy – psychologicznej i scenicznej”. W realizacji Artura Tyszkiewicza nie do końca udało się urzeczywistnić postulat autora, ale przyjdzie jeszcze do tego powrócić.

Osią dramatu Schmitta jest spotkanie dwóch mężczyzn: Abla Znorko – laureata Literackiej Nagrody Nobla i Erika Larsena – dziennikarza prowincjonalnej gazety. Drugi z nich pojawia się pewnego dnia w domu pisarza, żeby przeprowadzić z nim wywiad. Znorko żyje samotnie na odludziu z wyboru i konieczności zarazem. Pisanie wymaga skupienia, odcięcia od rzeczywistości. Sława często bywa okupiona samotnością i ten ważny aspekt jest bardzo dobrze zobrazowany w spektaklu przez autorkę scenografii Joannę Zemanek. Okna przeszkolonego pokoju Znorko wychodzą na plażę, gdzie wraz z bohaterami obserwujemy skłębione, zimne i groźne morze. Pejzaż monotonny, niebezpieczny i pociągający zarazem. Można też odnieść wrażenie, że fale rozbijające się o skały, dotykają murów domu pisarza, niemal zaglądają mu do okna, my zaś znajdujemy się blisko, tak blisko nieprzewidywalnego żywiołu. Niepokojąca muzyka Jacka Grudnia podkreśla atmosferę. Za chwilę publiczność zostaje włączona w grę prowadzoną przez gospodarza i jego gościa.

Najpierw to Znorko (Krzysztof Tyniec) panuje nad sytuacją. Pewny siebie, egocentryczny, wyniosły, przekonany o swojej wyższości i gburowaty literat cynicznie drwi z dziennikarza. Ta maska skrywa jednak twarz człowieka słabego, rozdartego i niespełnionego. Potem to jednak Larsen (Grzegorz Damięcki) przejmuje inicjatywę. Przy pierwszym kontakcie z egocentrycznym, zgorzkniałym, antypatycznym noblistą jest niepewny, wystraszony. Damięcki garbi się, kuli się w sobie, przyjmuje postawę obronną. Nie zdejmuje płaszcza, jakby spodziewał się, że zaraz zostanie wyrzucony. Pierwsze starcie z przeciwnikiem powoduje, że chce się wycofać. Potem jednak nabiera odwagi, znajduje właściwy ton i argumenty, które zmieniają rozkład sił. To właśnie Larsen wyciąga asa z rękawa, serwuje zwrot akcji i role zaczynają się odwracać. W gruncie rzeczy od początku ma przewagę nad adwersarzem, a kiedy obnaża fałsz, w jakim żył Znorko, stawia go w groteskowym położeniu. Finalnie nie ma jednak zwycięzców ani pokonanych w tym pojedynku. Obaj wychodzą z niego jeszcze bardziej poobijani wewnętrznie.

W dramacie przewija się wiele ciekawych motywów. Jednym z nich jest temat przekraczania granic przez pisarza wykorzystującego wrażliwą materię, jaką jest intymna relacja z drugim człowiekiem, w tym przypadku z kobietą łączącą losy Znorko i Larsena. W konsekwencji pojawia się problem etycznego wymiaru tego typu twórczości. Za interesujący wątek należy uznać proces dążenia literatury do prawdy, który przez Schmitta zostaje skompromitowany, ociera się o farsę. Przekonujemy się o tym, kiedy Larsen odkrywa karty. Wreszcie pojawia się kwestia odrzucenia kochanej osoby, gdy w grę wchodzą ambicje zawodowe. Znorko dotkliwie przekonuje się, że pozycja tuza literatury nie daje szczęścia, nie rekompensuje życia bez miłości. W rezultacie okazuje się ono martwe i puste.

Fascynującym wymiarem dramatu Schmitta pozostaje jednak jego autotematyczność. Abel Znorko osiągnął wszystko w profesji pisarza. Właśnie wydał dwudziestą piątą książkę, która okazała się kolejnym sukcesem. Ale czy on sam podziela ten pogląd? Czy publikacje wiążą się z poczuciem szczęścia, czy przeciwnie – z rodzajem rutyny i stagnacji? Starzejący się pisarz ma świadomość, że nie jest w stanie przekroczyć samego siebie, wyjść poza schematy. Rola Krzysztofa Tyńca wydaje się odbijać nostalgię przenikającą graną przez niego postać. Podczas oglądania spektaklu miałam wrażenie, że dylematy i wątpliwości dotykające Znorko towarzyszą również samemu Tyńcowi, doskonałemu aktorowi, który ma na koncie wiele świetnych ról.

W spektaklu Artura Tyszkiewicza wspomniana autotematyczność nie została w pełni wyartykułowana. Szkoda, bo mogła być impulsem dla tak wszechstronnych aktorów, którzy, aby się rozwijać, muszą coraz wyżej zawieszać sobie poprzeczkę. Ich role w tym przedstawieniu polegają przecież na zrzucaniu kolejnych masek, co jest próbą dochodzenia do prawdy o sobie, również w perspektywie uprawianej profesji. Napięcie między potrzebą znalezienia nowych środków wyrazu, tęsknota za doskonaleniem umiejętności i ograniczenia wynikające z powielania schematów, konflikt między talentem i rutyną, wydaje się tematem bardzo szerokim, dotykającym każdego artysty.

31-01-2024

Teatr Ateneum im. Stefana Jaracza w Warszawie
Éric-Emmanuel Schmitt
Wariacje enigmatyczne
przekład: Jan Nowak
reżyseria: Artur Tyszkiewicz
scenografia i kostiumy: Joanna Zemanek
muzyka: Jacek Grudzień
obsada: Krzysztof Tyniec, Grzegorz Damięcki
premiera: 21.10.2023

galeria zdjęć Wariacje enigmatyczne, reż. Artur Tyszkiewicz, Teatr Ateneum im. Stefana Jaracza w Warszawie Wariacje enigmatyczne, reż. Artur Tyszkiewicz, Teatr Ateneum im. Stefana Jaracza w Warszawie Wariacje enigmatyczne, reż. Artur Tyszkiewicz, Teatr Ateneum im. Stefana Jaracza w Warszawie Wariacje enigmatyczne, reż. Artur Tyszkiewicz, Teatr Ateneum im. Stefana Jaracza w Warszawie ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
dwa plus trzy jako liczbę:
komentarze (7)