AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Fortuna nam sprzyja

Joanna Śnieżko-Misterek  

Magda Piekarska: Co dla festiwalowego zespołu oznaczała śmierć prof. Jerzego Limona?

Joanna Śnieżko-Misterek: Cóż, pandemia odebrała mistrza i kapitana okrętu. Trudno to opisać. Na pewno pojawiło się poczucie ogromnej pustki. Znałam profesora ponad dwadzieścia lat, praca przy festiwalu była pierwszym tak świadomym i dojrzałym zajęciem w mojej karierze zawodowej. Wcześniej zajmowałam się kinem, studiowałam antropologię kultury, to profesor zaraził mnie teatrem. Ten kawał życia związany z naszą współpracą dał mi możliwość przeżycia niezwykłej przygody, jaką jest tworzenie festiwalu, więc poczucie straty było dojmujące. Jerzy Limon wiele nas nauczył, pozwolił nam się rozwinąć, dziś mogę więc powiedzieć, że mamy doświadczenie i umiejętności dające możliwość kontynuowania jego dzieła. Strata pozostaje jednak gigantyczna. Bez profesora nie byłoby festiwalu ani Teatru Szekspirowskiego. Owszem, wokół tych projektów zawsze gromadziła się grupa entuzjastów, ale to dzięki jego determinacji i wierze w cuda to wszystko się udało.

W cuda?

No tak, proszę pomyśleć, przecież to było absolutnie szalone – już sam pomysł, że powstanie teatr w miejscu dawnej szkoły fechtunku, no i wysiłki na rzecz powołania do życia festiwalu, pozyskiwania patronów, wśród których znaleźli się i książę Walii, i Andrzej Wajda. Mam wrażenie, że dziś wszyscy, organizatorzy i uczestnicy tego święta, mamy poczucie, że jemu to wszystko zawdzięczamy. Mamy poczucie zobowiązania wobec profesora, świadomość, że tę misję powinniśmy kontynuować i mam nadzieję, że przyszła dyrekcja, a wraz z nią osoby, które wzmocnią nasz zespół, będą czuły historię, która za nami stoi.

Domyślam się, że ta edycja, jubileuszowa, a zarazem pierwsza bez prof. Limona, jest dla pani szczególnie trudna.

To prawda, równocześnie jednak cały zespół ma poczucie, że zostajemy z ogromnym projektem wymyślonym przez profesora i mamy obowiązek go kontynuować. Jesteśmy do tego wewnętrznie przekonani, zmotywowani, w dodatku rozmawialiśmy z profesorem Limonem o dwudziestopięcioleciu, zdajemy sobie sprawę z tego, jak wielkie znaczenie miał dla niego ten jubileusz – przywiązywał wielką wagę do pamięci. Wiem, że perspektywa nadchodzącego ćwierćwiecza szalenie go cieszyła, chciał ją z nami wspólnie świętować. Tę edycję dedykujemy więc właśnie jemu. Nie jest nam łatwo, brakuje nam go ogromnie, czujemy, że powinien być tu z nami. To będzie pierwszy festiwal bez niego, ale choć odczuwamy fizyczny brak jego osoby, to wierzę, że czuwa nad nami. Realizujemy program, który udało mu się jeszcze niemal w całości przygotować, poszczególne punkty były z nim konsultowane. Niestety, pandemia pokrzyżowała nam część planów, nie mogliśmy niestety zaprosić rosyjskiego Hamleta w reżyserii Jurija Butusowa, którego profesor Limon oglądał w Petersburgu. Był pod wrażeniem tego spektaklu. Zabiegaliśmy o przyjazd Rosjan od kilku lat, przygotowania do ich wizyty były bardzo zaawansowane, niestety, okazało się, że przybycie czterdziestoosobowego zespołu spoza Unii Europejskiej byłoby dziś, w dobie obostrzeń, zbyt ryzykowne. Na szczęście cała ekipa Hamleta jest entuzjastycznie nastawiona do naszego festiwalu i jestem przekonana, że zobaczymy to przedstawienie w przyszłym roku. Tym razem pozostanie cieszyć się przyjazdem samego Butusowa, który postanowił wybrać się do Gdańska na własną rękę, samochodem. Reasumując, czujemy ogromny ciężar, ale też wielkie wsparcie od przyjaciół teatru i festiwalu, widzów, a także od urzędników, wszyscy mają świadomość, że zostaliśmy osieroceni.

Na ile tegoroczny program jest ostatnim dziełem profesora Limona, a na ile pani i festiwalowego zespołu?

W dużym stopniu został ułożony i zaakceptowany przez profesora, część spektakli widział osobiście. Mnóstwo propozycji spływało do mnie, ja je z nim konsultowałam, a on wybierał spektakle, które chciał zobaczyć. Są oczywiście wyjątki – to właśnie w Gdańsku zobaczymy pierwszy po wileńskiej premierze pokaz Otella Oskarasa Koršunovasa, którego poprzednie spektakle spotykały się tu zawsze ze znakomitym przyjęciem. Z kolei Antoniusza i Kleopatrę w reżyserii Tiago Rodriguesa, produkcję Teatru Narodowego w Lizbonie, profesor zdążył zobaczyć i bardzo mu zależało, żeby pokazać u nas to przedstawienie. Także dlatego, że to szekspirowski tekst bardzo rzadko wystawiany, a tak się składa, że prof. Limon, wraz z Władysławem Zawistowskim, był autorem jego przekładu. Temat także był mu bliski i cieszę się, że udało się Antoniusza do nas sprowadzić, pamiętam, że pisałam o tym profesorowi, kiedy już był w szpitalu. Chciałabym wierzyć, że odczytał tego SMS-a.

Zobaczymy Billy’s Violence w reżyserii Jana Lauwersa, przedstawienie belgijskiego Needcompany, ale też Romeo i Julię. Ostatnie godziny w choreografii Waltera Matteiniego i Iny Broeckx włoskiego ImPerfect Dancers, zespołu, który przekłada Szekspira na język teatru tańca. Gościliśmy dwa poprzednie spektakle tej grupy, widzom festiwalowym bardzo się podobały. Tutaj pokażemy premierowo Ostatnie godziny, a obok zawodowych tancerzy w tym spektaklu pojawią się też amatorzy specjalnie przygotowani przez twórców, w tym przypadku czwórka mieszkańców Gdańska: para dzieci i para seniorów, którzy pojawią się w spektaklu, obrazując głównych bohaterów szekspirowskiej opowieści z przeszłości i z przyszłości.

A jak na organizację festiwalu wpłynęła pandemia?

Ostatnia edycja na żywo, z aktorami występującymi na scenie, odbyła się w 2019 roku. Kolejną planowaliśmy na lato ubiegłego roku, potem przenieśliśmy ją na listopad, wciąż licząc, że sytuacja się poprawi. Ostatecznie stanęło na edycji online, z wyłącznie polskim programem, a propozycje, o których myśleliśmy, planując ubiegłoroczny festiwal, przenieśliśmy na ten rok. W tym sensie było łatwiej – program był w dużej mierze ułożony, twórcy zaproszeni, dużo wiedzieliśmy wcześniej.

Na pewno, kiedy pandemia jeszcze szalała, nie było łatwo podjąć decyzję dotyczącą terminu. Długo się nad tym zastanawialiśmy, ale kiedy klamka zapadła, skupiliśmy się na tym, żeby rzecz doprowadzić do końca. Kiedy twórcy potwierdzili swoją obecność, maszyna poszła w ruch. Cały czas śledzimy regulacje dotyczące przekraczania granic, ewentualnych zaleceń dotyczących kwarantanny i innych kwestii, które mogą wpłynąć na kształt festiwalu. Mam nadzieję, że nic się nie zmieni i po okazaniu dowodów szczepienia i testów artyści przyjadą i będą mogli u nas zagrać. W tej chwili przepisy nam to umożliwiają. Dbamy o to, żeby festiwal zorganizować jak najbezpieczniej. Z tego powodu zrezygnowaliśmy w tym roku z warsztatów, licząc na to, że powrócimy do nich w kolejnych latach, zostają natomiast spotkania z twórcami. Będą maseczki, zachowany pandemiczny układ widowni. Był moment, że martwiliśmy się Portugalczykami, kiedy sytuacja u nich była gorsza. Dziś wiemy, że są zdrowi i zaszczepieni. Proszę więc trzymać kciuki za to, żeby wszystko się udało. „Bogini Fortuna czuwa, sprzyja nam” – mawiał profesor.

Stałym elementem jest Konkurs Złotego Yoricka, który musieliśmy odwołać w ubiegłym roku, nie było sensu go organizować, kiedy część teatrów nie miała szans doprowadzić do premier. Postanowiliśmy przesunąć go na bieżący rok, biorąc tym razem pod uwagę dwa sezony artystyczne – to też była decyzja podjęta wcześniej, jeszcze wspólnie z profesorem oraz selekcjonerem konkursu – Łukaszem Drewniakiem. Przedstawienia z sezonu 2019/2020 pokazaliśmy w ubiegłym roku online, natomiast tym razem bardzo się cieszymy, że lada moment najlepsze szekspirowskie inscenizacje z dwóch sezonów pokażemy na scenach Gdańska – Burzę. Pomiędzy w reżyserii Damiana Josefa Neća Teatru Żydowskiego w Warszawie z niezwykłą kreacją Mirandy i współczesną, istotną dla nas wszystkich wymową, Króla Leara Anny Augustynowicz z silną kobiecą obsadą, koprodukcję dwóch scen: opolskiej i legnickiej, i Hamleta „podszytego” Wyspiańskim w reżyserii Bartosza Szydłowskiego krakowskiego Teatru im. Juliusza Słowackiego. To będzie mocna reprezentacja bardzo ważnych spektakli ostatnich dwóch sezonów.

A czego nie planowaliście z tak dużym wyprzedzeniem?

Na pewno listy spektakli prezentowanych w ramach nurtu SzekspirOff, tu sprawa jest zawsze otwarta, czekamy, co zaprezentują nam twórcy, bo większość tych przedstawień to premiery. Kuratorką offu jest od ubiegłego roku Katarzyna Knychalska, dzięki niej tak intensywnie się rozwija, myślę, że nabrał też większego znaczenia dla twórców. Jako festiwal współprodukujemy te spektakle. Każdego roku jesteśmy w stanie wesprzeć trzy produkcje niezależnych twórców, które zostaną przygotowane specjalnie na naszą imprezę. Oprócz naszych produkcji, mamy też Konkurs Prezentacje i tu pojawia się dziewięć różnych pozycji. Cieszymy się, że udało się nam zaprosić tak świetne grono jurorów: Andę Rottenberg, Piotra Cieplaka, Małgorzatę Sikorską-Miszczuk. Off to ważny nurt festiwalu, to ogromna satysfakcja, że budzi takie zainteresowanie twórców i publiczności – okazało się, że to właśnie offowe prezentacje miały najwięcej odsłon podczas ubiegłorocznej edycji, która odbywała się online.

A czy pandemia jest widoczna w prezentowanych na festiwalu przedstawieniach?

Dwa z nich są wprost inspirowane pandemią, co ciekawe, dla obu punktem wyjścia jest Romeo i Julia, oba odnoszą się do zamknięcia, izolacji, tego, jak ludzkie uczucia mogą rozwijać się w tym czasie. To dotyczy zarówno Ostatnich godzin, ale też spektaklu Teatru Tańca z Poznania, o którym twórcy mówią wprost, że to opowieść o czasach pandemii, o tym, jak wpływa na ludzi i ich relacje. Tak naprawdę jestem przekonana, że widzowie będą szukać tego typu tematów w festiwalowych przedstawieniach, że być może odnajdziemy dodatkowe sensy, zwłaszcza w tych najnowszych inscenizacjach. Otella będziemy oglądać tuż po premierze w Wilnie, przedstawienie Needcompay miało premierę 10 lipca w Barcelonie, to są dzieła na tyle świeże, że będzie można odnieść się do nich już po pokazach tu, na miejscu. SzekspirOff też ten temat podejmie, niewątpliwie. Ciekawa jestem bardzo, jak twórcy się do niego odniosą, ale to, że jest to temat, który tu mocno zaistnieje, nie ulega wątpliwości.

A jak rysuje się przyszłość festiwalu?

Chcemy, aby trwał. Ja już pracuję nad kolejną edycją, nazwiska części twórców, którzy się na niej pojawią, już znamy. Chciałabym, żeby ramy programowe naszej imprezy też zostały zachowane, żebyśmy mogli kontynuować konkurs o Złotego Yoricka. Chcę wierzyć, że wyrósł on na jeden z najbardziej znaczących konkursów w Polsce. Mam sygnały, że sama nagroda jest bardzo ceniona przez polskie teatry. Dziś zbieramy informacje o najciekawszych spektaklach szekspirowskich na świecie, jesteśmy częścią Europejskiej Sieci Festiwali Szekspirowskich, mamy też dużo kontaktów z festiwalami z innych kontynentów. Chcemy współpracować z krytykami, mieć swoich selekcjonerów. Pani Agata Grenda, przyszła dyrektor Teatru Szekspirowskiego, która obejmie tę funkcję pierwszego września, też będzie miała w tych kwestiach dużo do powiedzenia. Mam nadzieję, że będziemy budować wspólnie tę przyszłość, czerpiąc z ogromnego doświadczenia całego zespołu, z pomocą Muz, jak mówił profesor.

28-07-2021

Joanna Śnieżko-Misterek – absolwentka socjologii ze specjalizacją antropologia kultury na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, oraz studiów European Diploma in Culture Projects Management organizowanych przez Marcel Hicter Fundation z Brukseli. Założyła kino studenckie przy UMK w Toruniu. Od 2000 roku jest koordynatorką Festiwalu Szekspirowskiego i innych projektów kulturalnych Fundacji Theatrum Gedanense i Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego. Prezeska zarządu Europejskiej Sieci Festiwali Szekspirowskich.


skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
siedem minus cztery jako liczbę: