AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

Księga Nudy

Księgi Jakubowe, reż. Michał Zadara, Teatr Narodowy w Warszawie
fot. Krzysztof Bieliński  

Stare dziady muszą umrzeć. Obleśni są i zakłamani, niewolnicy żądz. A wraz z nimi umrzeć musi świat, nad którym zapanowali. Sztuczny jest, przebrany w kostiumy, nieznośnie teatralny. Nie będzie to jednak koniec końców, lecz zmiana. Przyjdzie nowe. Będzie młodą, żującą gumę dziewczyną.  

Księgi Jakubowe Olgi Tokarczuk w reżyserii Michała Zadary w Teatrze Narodowym to spektakl przegadany i nudny, choć chwilami pięknie malowany i na zgrabnym pomyśle oparty. Monumentalna powieść noblistki o XVIII-wiecznej sekcie Jakuba Franka dzieje się w równie monumentalnej, a zarazem minimalistycznej scenografii Roberta Rumasa. Scenę raz po raz zamykają i otwierają malowane prospekty spotęgowane wizualizacjami, lecz poza nimi pustka, pojedyncze rekwizyty. Dlatego, gdy gore (we Lwowie palą Talmudy), to ogromne płomienie bez przeszkód ogarniają całą scenę. Gdy zaś wędrujemy wraz z bohaterami z południa na północ, ze wschodu na zachód, przetaczają nam się przed oczami obłoki. Z kolei komety wypatrywać będziemy na ogromnym schemacie gwiazdozbiorów, wyglądającym jak screen z Wikipedii czy innego podręcznika. Kicz i łopatologię tłumaczy jednak nadrzędna wobec świata przedstawionego zasada – umowności. Kłopot z Zadary Księgami… na tym właśnie polega, że mankamenty wydają się zaprogramowane.

Świat u Tokarczuk wyłania się z mgły. Ciągną go słowa, jedno po drugim. U Zadary podobnie. Aktorzy nie tylko pieczołowicie dbają o intonację, ale także podkreślają sensy gestami. Wrażenie anachroniczności podkreśla kontrast z niesfornym, bo od wewnętrznego i zewnętrznego kostiumu wolnym, ciałem młodej dziewczyny, właściwie dziewczynki.  Maja Amsterdamska gra Pesełe, Chaskiel i Agatę, ale to nie z tego powodu jest cichą bohaterką inscenizacji. Wrócimy do niej.

Oszczędnie zakomponowana przestrzeń pozwala błyszczeć kostiumom Julii Kornackiej. Polscy szlachcice czuby mają i kontusze, Żydzi od futrzanych sztrajmłów nie stronią. Damy – wiadomo – w sukniach i gorsetach. Biskup (Mirosław Konarowski) w jadowitej zaś purpurze. Kostiumy aktorzy często zmieniają, bowiem niemal wszyscy grają po kilka ról. Co i rusz przystają w malarskich układach zalewani barokowym półmrokiem. I mówią, mówią, mówią. Tekstu Tokarczuk zostawiła mnóstwo, nawet w skrótach można utonąć. Adaptacja jest jednak klarowna, historia płynie gładko, choć – jak w powieści – spiralnie. Gdyby zrezygnować z czytania historycznych dokumentów i części narracji podawanej przez zawieszoną między światami narratorkę Jentę (Barbara Wysocka), to, kto wie, może powstałoby nawet jakieś napięcie. Spektakl toczy się jednak niespiesznie niby kolaska na podolskim gościńcu, a twórcy przekonani o wartości metafor i pięknie języka (tak literackiego, jak scenicznego) pomysły swe celebrują, podkreślają i – o zgrozo – wyjaśniają. Skoro książki noblistki nie są dla idiotów, to i ich inscenizacje też nie powinny, ale czy można być pewnym, że do Narodowego sama inteligencja chodzi? Ja sam – żeby daleko nie szukać – spod strzechy jestem.

Aktorzy co jakiś czas spojrzą więc znacząco i dobitnie wymówią słowo-klucz, na przykład: „scena”, albo „gra”. I tak przez blisko trzy godziny. Błogosławieni cierpliwi, albowiem w finale wszystko się wyjaśnia. I jest tak jasno, ale to tak jasno, że wszystko, ale to wszystko widać. Reflektory spłynęły nad głowy siedzących przy długim stole bohaterów, a prospekty odjechały w kulisy. Przejrzeliśmy na oczy! A gdyby ktoś jednak widział, a nie rozumiał, gdyby ktoś przez cały spektakl nie dostrzegł siedzącej przed sceną inspicjentki (Katarzyna Kłosowska-Kobiałka) i zajmującej miejsce w fosie pianistki (Justyna Skoczek), gdyby te i inne znaki komuś umknęły, to troskliwy i wychodzący z roli Jakuba Franka Henryk Simon opowiada i objaśnia. Stuka jajkiem o scenę – o rety, drewniane! O Boże, jesteśmy w teatrze!

Boże żydów, muzułmanów i chrześcijan, Boże trójkątny i w spektaklu tym zupełnie nieistotny, bo nieistniejący. Boże metaforo, Boże litero, Boże ludzka ręko pisząca powieść. Ciebie prosimy… a nie, czekaj, nie prosimy. Niczego od ciebie nie chcemy. Milczysz, więc nie żyjesz, więc cię nie ma. Nie jesteś nam potrzebny. Jesteś nam wstrętny. Twoja (nie)obecność w świecie do cna jest skompromitowana, cyniczna i podła. Wypełniona przemocą i manipulacją – tym bowiem posługują się twoi, Boże, wyznawcy. W biskupich purpurach, z tałesami, z amuletami na szyjach. A już szczególnie ci, którzy ośmielają się porządki te łączyć, jak ów heretyk Frank, co omamił tobie ducha… niewinnych. Żadnych długów już nie ma, a już na pewno nie ma ich mesjasz Frank. Może poza tymi, które hochsztapler na cesarskim dworze zaciągnął i spłacał pieniędzmi swych owieczek w dalekiej Polsce ostawionych. Nie po to jednak, by świat po mesjańsku zbawić, lecz by żyć wygodnie i do politycznej wrócić gry. Jeśli nie o losy świata, to choćby o jedno jeszcze młode dziewczęce ciało, z którym pragnął mieć do czynienia.  

Taki jest właśnie Jakub u Zadary. Mitoerotoman, co bajdurzy o Szechinie i kobiecej istocie świata oraz przeczuwa, że mesjasz będzie kobietą, ale tak naprawdę chciałby jedynie doczynić z możliwie największą liczbą partnerek – nie wykluczając własnej córki Ewy (Marta Wągrocka). Wstrętny satyr uświniony resztkami władzy. Takiego Franka gra Jerzy Radziwiłowicz w drugiej części spektaklu. Wcześniej oglądamy proroka w kwiecie wieku i uroku. Henryk Simon to Jakub Frank Superstar, mesjasz-amant, zbawiciel-playboy, „zgrabny jak jeleń”. Nie kupiłem tej charyzmy celebryty z telewizji śniadaniowej. Takoż manieryczny problem stanowiła wspomniana postać Jenty, która prowadzi nas przez meandry powieści, jakby widzowie poprosili wcześniej: poczytaj nam, czuła narratorko. Faktem jest, że Tokarczuk w Księgach… daje do zrozumienia, iż świat jest do lektury. Cichej jednak, współczesnej. Dlatego opisy, które swoją pieczołowitością i natężeniem służą książce, recytowane na scenie tracą moc i nużą.

Zadara oczywistą w teatrze sztuczność wywodzi wprost z powieści („to wszystko jest wielkie udawanie (…) jakby się sztukę jaką grało”) i przeciwstawia młodej dziewczynie, konkretnej i symbolicznej zarazem, czyli wspomnianej Mai Amsterdamskiej. Jej rola ujawnia się między słowami, w zniecierpliwionym ruchu, instynktownym sprzeciwie wobec posągowych póz profesjonalnej części obsady. Jest więc Amsterdamska spoza fikcji, nawet jeśli wygłasza kwestie napisanych bohaterek. Zakłada kostium, by odsłonić jego sztuczność, dziecięcym wierceniem rozwiercić. I odrzucić precz, bo przecież nie da się – widząc obok siebie te dwa światy – pozostawać po stronie świetnie wytrenowanych głosów i zdyscyplinowanych sylwetek obsady Narodowego. Prawda tkwi gdzie indziej, nie w wyuczonych gestach i talmudycznych czy łacińskich sentencjach. Próżno jej szukać w kompilacjach ksiąg, nawet jeśli te roszczą sobie prawa do wyjaśnienia świata. Śmieszne są wtedy jak Nowe Ateny, pierwsza polska encyklopedia pióra ks. Benedykta Chmielowskiego (Bartłomiej Bobrowski). To wszystko odwracanie wzroku od realnego, proch i zabawa. Bywa, że przyjemna, owszem. Lubimy wszak sprawdzone konwencje. Osobliwie tę komediową. Rej tu wodzi cokolwiek obcesowa kasztelanowa Katarzyna Kossakowska (Anna Lobedan). Większość jednak dowcipów wpada w widownię jak w studnię. Bezceremonialna Amsterdamska uruchamia jeszcze jeden – marginalny zdawałoby się – wymiar. Próżno u Tokarczuk szukać nawiązań do Holokaustu, wszak opowiada o świecie europejskich żydów, gdy ów świat jeszcze istniał. Zadara też tego wątku na scenę nie wprowadza, ale na ulicę już tak. Na plakacie Ksiąg Jakubowych widzimy czarno-białe, lekko niewyraźne zdjęcie Amsterdamskiej. Wygląda jak portret mieszkanki getta.

„I tak jak ślepy od urodzenia nie wie, co to światło, a głuchy – co to muzyka, jak pozbawiony węchu nie ma pojęcia, co to zapach kwiatów, tak i oni nie rozumieją tych mistycznych dusz i biorą ludzi nimi obdarzonych za wariatów…” – mówi w książce Nachman (Oskar Hamerski), ten sam, który na scenie opowie o mistycznym odkryciu wewnętrznego światła. Będzie z tego trochę śmiechu. Kto to słyszał, żeby człowiek świecił? To on też poda dalej sąd, iż świat się kończy i dlatego wygląda jak nieprawdziwy. Zadara bohaterów Ksiag… nie traktuje co prawda jak wariatów, a nawet przychyla się do Jakubowej intuicji mesjasza-kobiety, ale przede wszystkim dba o dystans wobec tego, co duchowe. Pozostaje oświeceniowo wstrzemięźliwy. I to go gubi. Jest niby odwrotność księdza Chmielowskiego, który przekonany, iż pozostaje na gruncie nauki, z taką samą powagą pisał w swej encyklopedii o koniach, jak i smokach. Bawią więc czytelnika Nowe Ateny… ale i uczą. Wiele można się dowiedzieć o świecie z samego tylko sposobu jego opisu. Jakkolwiek nie byłby on fantastyczny. Tymczasem Zadara mistyczny opis unieważnia, jakby był on wyłącznie cudacznym reliktem przeszłości i o przyszłości niczego nie mógł nam powiedzieć. A przecież sama idea nowego świata wielce jest mistyczna. Wciąż żyje potrzeba dziejowej cezury. Czekamy na koniec patriarchatu, na spełnienie klimatycznej katastrofy, na rewolucję. Wyczekiwanie nowego rozdziału Księgi zdaje się uniwersalne i aktualne w każdym momencie historii. Dlatego sam gest odsłonięcia bebechów sceny, zajrzenia poza krawędź świata, gdzie liny i narzędzia, niewiele mówi nam o samym świecie i istniejących w nim tajemnic ani nie rozwiązuje, ani nie unieważnia.

09-12-2022

Teatr Narodowy w Warszawie
Olga Tokarczuk
Księgi Jakubowe
reżyseria, światło, projekcje wideo: Michał Zadara
adaptacja sceniczna: Barbara Wysocka, Michał Zadara
scenografia: Robert Rumas
kostiumy: Julia Kornacka
muzyka: Justyna Skoczek, Michał Zadara
obsada: Bartłomiej Bobrowski, Anna Grycewicz, Oskar Hamerski, Kinga Ilgner, Mirosław Konarowski, Waldemar Kownacki, Piotr Kramer, Joanna Kwiatkowska-Zduń, Anna Lobedan, Kacper Matula, Kamil Mrożek, Jerzy Radziwiłowicz, Justyna Skoczek, Henryk Simon, Paulina Szostak, Paweł Tołwiński, Magdalena Warzecha, Marta Wągrocka, Barbara Wysocka, Maja Amsterdamska, Felicja Nizińska, Antoni Bluszcz
premiera: 12.11.2022

galeria zdjęć Księgi Jakubowe, reż. Michał Zadara, Teatr Narodowy w Warszawie Księgi Jakubowe, reż. Michał Zadara, Teatr Narodowy w Warszawie Księgi Jakubowe, reż. Michał Zadara, Teatr Narodowy w Warszawie Księgi Jakubowe, reż. Michał Zadara, Teatr Narodowy w Warszawie ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
jeden razy osiem jako liczbę: