AKCEPTUJĘ
  • Strona używa plików cookies, korzystanie z niej oznacza, że pliki te zostaną zamieszczone na Twoim urządzeniu. więcej »

(Nie)widzialna, (nie)widzialny, (nie)widzialne

Spartakus. Miłość w czasach zarazy, reż. Jakub Skrzywanek, Teatr Współczesny w Szczecinie
fot. Piotr Nykowski  

Jeszcze kilka lat temu niewiele osób zdawało sobie sprawę z problemów psychiatrii dziecięcej w Polsce. Jednym z impulsów zainteresowania opinii publicznej tym problemem w roku 2020 był reportaż Jakuba Schwertnera, który ukazał się na łamach Onet.pl. Miłość w czasach zarazy opowiada tragiczną historię Wiktora, transseksualnego chłopca, który w kryzysie zdrowia psychicznego, po niemal roku poszukiwania pomocy w specjalistycznych poradniach i szpitalach, popełnił samobójstwo, skacząc pod pociąg warszawskiego metra. Nie miał wówczas jeszcze 15 lat. Jesienią 2020 roku ukazała się, napisana przez Schwertnera wspólnie z Witoldem Beresiem, książka Szramy. Jak psychosystem niszczy nasze dzieci, wskazująca zaniedbania tej dziedziny medycyny. Rok później powstał kolejny reportaż Schwertnera pod tytułem Piżamki, który w oparciu o historie konkretnych pacjentów ujawniał systemowe patologie. Wszystkie te teksty stały się inspiracją spektaklu Spartakus. Miłość w czasach zarazy, zrealizowanego w Teatrze Współczesnym w Szczecinie przez Jakuba Skrzywanka na podstawie scenariusza, który napisał wspólnie z Weroniką Murek. Pierwsza część tego przedstawienia rekonstruuje kilka dni z życia na oddziałach psychiatrii dziecięcej w Polsce, ukazując codzienność leczonych tam osób, ich rodziców oraz personelu medycznego. Druga – na tym tle nieco zaskakująca – niesie utopijny projekt lepszego świata, w którym możliwy jest ślub nieheteronormatywnej pary, a równouprawnienie, akceptacja i wsparcie osób LGBTQ wydają się oczywiste. Taka struktura spektaklu Skrzywanka najpierw prowadzi jego publiczność na dno beznadziei, a potem pozwala jej na odbicie się od niego i zanurzenie w przestrzeni optymistycznej fantazji.

Wcześniej jednak widzowie konfrontowani są z sytuacjami w trzech ośrodkach psychiatrii dziecięcej: Józefowie pod Warszawą, oddziale leczenia nerwic w Garwolinie oraz szpitalu na Srebrzysku w Gdańsku, które splecione zostały w fabularną opowieść. Połączenie kilku wątków powiodło się, tworzą spójną, a równocześnie różnorodną opowieść o codzienności fikcyjnego, choć osadzonego w rzeczywistości, miejsca. Historie poszczególnych osób krzyżują się, skupiając uwagę widzów na sobie, to znów schodząc na dalszy plan. Na tylnej ścianie wyświetlane są informacje faktograficzne oraz fragmenty źródłowych reportaży. Już pierwsza, oparta na danych statystycznych informacja, że samobójstwo to najczęstsza przyczyna śmierci osób nieletnich w Polsce, „częstsza niż choroba nowotworowa czy wypadek komunikacyjny”, wywołuje silne emocje.

Scenografia Daniela Rycharskiego niesie – tyleż jednoznaczną, co celną – interpretację warunków panujących w psychiatrycznych ośrodkach szpitalnych. Niemal cała przestrzeń sceny podzielona została na wyłożone słomą boksy, wydzielone przez niskie, żelazne barierki, co kojarzy się z chlewnią. Nie chodzi tu o próbę dehumanizacji pacjentów, a o wskazanie zaniedbań na oddziałach, które wynikają z ich niedofinansowania oraz niedoboru personelu. Grający role lekarza, pielęgniarek i pielęgniarza aktorzy i aktorki Teatru Współczesnego umiejętnie tworzą wrażenie zrozumienia i czułości, przeplatanych ignorancją i rutyną. Chociaż zdystansowany lekarz (Maciej Litkowski), przepracowana pielęgniarka (Adrianna Janowska-Moniuszko) czy kategoryczny pielęgniarz (Adam Kuzycz-Berezowski) mogą prowokować wrażenie niechęci, spektakl nie jest oskarżeniem wobec pracowników ochrony zdrowia, a wobec systemu, który często przyczynia się do poczucia bezradności personelu wobec ludzkiego cierpienia. Znieczulenie to reakcja na bezsilność, przepełnione oddziały, błędne diagnozy i iluzoryczną praktykę terapeutyczną.

W Spartakusie wszystkich młodych pacjentów i pacjentki grają aktorzy i aktorki o dużym dorobku i doświadczeniu, podczas gdy role ich rodziców i personelu medycznego kreują młodsi członkowie i członkinie zespołu Teatru Współczesnego. Arkadiusz Buszko wciela się w osobę z niepełnosprawnością intelektualną. Ktoś taki nie powinien znajdować się na oddziale psychiatrycznym, jednak szpitale pełnią czasem funkcję swoistych „przechowalni”. Z pacjentem niemal nie ma kontaktu – nie wypowiada ani słowa. Pracownicy lekceważą go, a w razie problemów izolują. Pomoc oferuje mu, grana przez Beatę Zygarlicką, buntowniczka. Pozornie silna – odmawiająca uczestnictwa w obowiązkowej modlitwie, a przy porannej gimnastyce celowo prowokująca pielęgniarki – to właśnie ona dokonuje samookaleczenia. Choć, jak informują napisy, na oddziałach teoretycznie nie stosuje się kar, powszechną reakcją na niewłaściwe zachowanie pacjentów jest zadawanie im lektur i przymus nauki wierszy na pamięć, zawstydzanie ich przez nakaz chodzenia w „piżamkach”, groźby, że „pójdą w pasy” i krępowanie ich, wreszcie – całkowita izolacja. Dramaturgiczna projekcja sceniczna inicjowana jest w momencie przyjęcia na leczenie Wiktora. Postać zamkniętego w sobie chłopca, wzorowaną na bohaterze pierwszego z serii reportaży Schwertnera, gra Anna Januszewska. Lekceważąc jego identyfikację płciową, lekarz nazywa go dziewczynką, a w pewnym momencie sugeruje, że pomóc mu mogą „pieszczoty z mężczyzną”. Trzecia grupa postaci, obok personelu oraz pacjentek i pacjentów, to rodzice. Ich wyidealizowany obraz – podporządkowany troskiwej desperacji, zagubieniu i rezygnacji – ukazują Maria Dąbrowska, Ewa Sobczak i Michał Lewandowski.

Prezentowana na scenie sytuacja pacjentek i pacjentów, których terapia opiera się na farmakologii i zaleceniach lekarza, żeby powtarzali sobie przed lustrem, że są piękni i wierzą w siebie, epatuje beznadzieją. Pierwsza, półtoragodzinna część Spartakusa przypomina posttragedię – tragedię, w której brak punktu przełomowego. Choć osobiste katastrofy zdarzają się tu co chwila, żadna z nich nie jest przełomem pozwalającym oczekiwać przesilenia, po którym mogłoby nastąpić jakiekolwiek rozwiązanie. Może dlatego Skrzywanek zdecydował się ex machina wprowadzić sekwencję dodającą otuchy i diametralnie zmieniającą nastrój widowni? Po krótkim filmie, w którym pojawia się matka Wiktora, pierwowzoru pojawiającej się w spektaklu postaci, oraz matka jego przyjaciela, którego poznał w jednym ze szpitali, podnosi się wewnętrzna kurtyna. Za nią, w kolorowej, dożynkowej scenografii, ubrani na zasadzie crossdressingu w nawiązujące do ludowych, tęczowe kostiumy, z wielkim czerwonym sercem w tle stoją aktorki i aktorzy biorący udział w spektaklu. Z szerokimi uśmiechami na twarzach, tańcząc i śpiewając stylizowane na ludowe weselne pieśni, inicjują rytuał zaślubin pary, która przez cały spektakl czekała na tę ceremonię, siedząc w pierwszym rzędzie widowni. Ponieważ nowożeńcy są tej samej płci, jest to wywrotowy gest teatralnego sprzeciwu wobec prawnej dyskryminacji warunkowanej przez tożsamość płciową i orientację seksualną. I chociaż ma on głównie znaczenie symboliczne, jest bardzo ważną deklaracją zaangażowania w imię równości.


Druga część szczecińskiego przedstawienia sugeruje, że prezentowane wcześniej problemy wynikają z nietolerancji wobec niebinarności i nieheteronormatywności, czym przysłania inne możliwe przyczyny kryzysów psychicznych młodzieży. Chwilę po dopełnieniu dramatycznego obrazu oddziałów psychiatrycznych Skrzywanek zaprasza na scenę homoseksualne pary, które podczas kolorowego, rozśpiewanego, prowadzonego przez aktorki i aktorów, świeckiego rytuału dokonują nierespektowanego przez polskie ustawodawstwo i wywołującego panikę konserwatywnej prawicy aktu zaślubin. Słodycz tego zdarzenia na tle uprzednio prezentowanych scen odbieram jako formę manipulacji, łyżką miodu maskującej wcześniejsze poczucie goryczy i pozwalającej publiczności opuścić widownię w dobrych nastrojach. Jednocześnie rozumiem ten zabieg – zrealizowany w imię ważnej i słusznej sprawy – i w pełni go usprawiedliwiam. Jednak w kontekście fabularnej konstrukcji przedstawienia tęczowy ślub sprowadza różnorodną, poprzedzającą go opowieść do problemów Wiktora, i to widzianych zgodnie z perspektywą zaproponowaną przez Schwertnera w Miłości w czasach zarazy. Tymczasem pierwsza część spektaklu, choć wśród postaci pojawia się w niej także ten chłopiec, jest o czymś innym.

Przygotowany w Teatrze Współczesnym w Szczecinie Spartakus. Miłość w czasach zarazy to spektakl dobrze przemyślany, przejmujący, dający iskrę nadziei, ale i przeraźliwie smutny – tym rodzajem smutku, który wchodzi pod skórę, zagnieżdża się w człowieku, poraża niemocą i pozostawia wrażenie fizycznego bólu. Przedstawienie wyreżyserowane przez Jakuba Skrzywanka, choć zaskakuje gwałtowną zmianą, jest spójne, a pomimo formalnego pęknięcia – konsekwentnie realizuje zamierzenia swoich twórczyń i twórców. Pod koniec jest słodkie jak cukierek, jednak poza tym – gorzkie i gęste jak smoła. Przyciąga, porywa i obezwładnia, nie dając szans na odwrót, ucieczkę ani jakikolwiek ruch, by potem, nagle i niespodziewanie, prowokować protetyczny uśmiech. Pierwsza część ma to, co szczególnie wartościowe w sztuce narracyjnej – przenikające się, kameralne mikroopowieści sugestywnie tworzą całościowy obraz nieznanego powszechnie świata, ukrytego za parkanami milczenia, ścianami żalu i murami wstydu, projektując dramatyczną tkankę scenicznej prezentacji. Druga część jest natomiast karnawałem w krainie równości i akceptacji. Znaczona nadmiarem optymizmu, manifestuje performatywną siłę teatru, ale też sprowadza prezentowane wcześniej – różnorodne i niedopowiedziane – tematy do wspólnego mianownika. Spartakus uwidacznia tragiczny, ukryty, ale dotkliwie realny wymiar świata, po czym przysłania go utopijną alternatywą. Przypomina, że w teatrze zdarzają się cuda, które – chociaż nie rozwiążą wszystkich problemów – mogą pobudzić czucie i wiarę, dając nadzieję na lepszą przyszłość.

01-03-2023

Teatr Współczesny w Szczecinie
Spartakus. Miłość w czasach zarazy
Na podstawie reportaży Janusza Schwertnera, materiałów dokumentalnych i wywiadów z pacjentami, rodzicami oraz medykami oddziałów psychiatrii dziecięcej w Polsce.
reżyseria: Jakub Skrzywanek
scenariusz: Weronika Murek i Jakub Skrzywanek
dramaturgia: Weronika Murek
scenografia: Daniel Rycharski
kostiumy: Natalia Mleczak
muzyka: Karol Nepelski
reżyseria światła: Aleksandr Prowaliński
choreografia: Agnieszka Kryst
wideo: Krzysztof Kuźnicki i Jakub Skrzywanek
obsada: Maria Dąbrowska, Adrianna Janowska-Moniuszko, Anna Januszewska, Krystyna Maksymowicz, Ewa Sobczak, Helena Urbańska, Beata Zygarlicka, Arkadiusz Buszko, Robert Gondek, Adam Kuzycz-Berezowski, Michał Lewandowski, Maciej Litkowski, Wiesław Orłowski, Przemysław Walich,
skrzypce: Piotr Wicenciak / Maria Kanarek
premiera: 13.05.2022

galeria zdjęć Spartakus. Miłość w czasach zarazy, reż. Jakub Skrzywanek, Teatr Współczesny w Szczecinie Spartakus. Miłość w czasach zarazy, reż. Jakub Skrzywanek, Teatr Współczesny w Szczecinie Spartakus. Miłość w czasach zarazy, reż. Jakub Skrzywanek, Teatr Współczesny w Szczecinie Spartakus. Miłość w czasach zarazy, reż. Jakub Skrzywanek, Teatr Współczesny w Szczecinie ZOBACZ WIĘCEJ
 

skomentuj

Aby potwierdzić, że nie jesteś robotem, wpisz wynik działania:
trzy plus dziesięć jako liczbę:
komentarze (3)
  • Użytkownik niezalogowany SAFETOTO
    SAFETOTO 2024-03-05   05:41:13
    Cytuj

    It's a game. Five dollars is free. Try it It's not an easy game ->-> 카지노사이트.com

  • Użytkownik niezalogowany motor racing betting
    motor racing betting 2023-12-13   02:21:03
    Cytuj

    Very interesting information! Perfect just what I was looking for! My site: motor racing bet types

  • Użytkownik niezalogowany Jacek Zembrzuski
    Jacek Zembrzuski 2023-03-06   10:17:52
    Cytuj

    Socrealizm - niedouczony, ale zaangażowany ideologicznie. Precz z komuną (to już było)!